wtorek, 3 grudnia 2013

wegańska zupa grzybowa z quinoa


nie miałam okazji robić zupy grzybowej jeszcze
a że dostałam prawdziwe grzyby z prawdziwego lasu...
to nie mogłam się oprzeć.
przy okazji serdecznie dziekuję darczyńcy :)
wyszła zupka niezwykle aromatyczna.
quinoa dodaje wartości odżywczych a nie zmienia smaku.

3 garście suszonych grzybów
2 marchewki
6-7 ziemniaków
kawałek selera korzeniowego
pietruszka
por i cebula
liść laurowy
1/2 szkl quinoa
1-2 łyżki oleju
sól i pieprz (cayenne)
3 łyżeczki mąki cieciorkowej i 150ml śmietanki roślinnej ( tu była migdałowa)

2 garści grzybów myjemy poprzedniego dnia i moczymy w wodzie
(jeśli tego nie zrobimy to w czasie krojenia warzyw 
i smażenia cebulki niech się moczą w wodzie i to wystarczy)
jedną garść grzybów mielimy w młynku do kawy ( dodamy później)
w jednym garnku z warzyw gotować wywar z liściem laurowym.
po kolei obierać i wrzucać do garnka marchew, pietruszkę, selera i ziemniaki.
w drugim garnku ( w którym będzie się gotowała zupa grzybowa) podsmażyć cebulkę i pora na oleju
gdy się zeszkli dodać namoczone  grzyby (bez wody, wodę można wlać do wywaru z warzyw.
podsmażyć chwilkę dodając szczyptę soli i pieprzu.
dodać do tego gotujący się wywar razem z warzywami.
dodać quinoa i suszone zmielone grzyby
i gotować wszystko razem 20-30min.
pod koniec gotowania dodać wymimeszaną śmietankę z mąką cieciorkową i odrobiną wody.
odstawić z ognia lub płyty grzewczej i poczekać do przejścia aromatów przynajmniej godzinkę.
no to smacznego :)
do zupy nie dodajemy oleju, bo grzybki podsmażyły się na oleju i śmietanka też jest tłuszczem.


poniedziałek, 4 listopada 2013

tort bananowo kokosowy - raw food

bardzo efektowny i bardzo prosty
no i przede wszystkim bardzo smaczny
tzw. zdrowa słodycz :)
czas wykonania to jakieś 30-40min
potem wstawiamy na 2 godziny do zamrażalnika

pomysł podpowiedziała mi moja kolażanka Timea :)
i wielkie dzięki jej za to :)
możecie sobie podpatrzeć na videoblogu oryginał:
mi nie starczyło masy wypełniającej więc dorobiłam nową z fig i morw
również wody kokosowej nie użyłam, zamieniłam ją mlekiem kokosowo-ryżowym
z braku świeżego  miąższu kokosa dodałam wiórki kokosowe,
co dało dodatkowy efekt :)
bo wyszedł w zasadzie tort bananowo-kokosowy

20 bananów

na spód:
15 daktyli suszonych
10 fig suszonych
1,5 łyżeczki mieszanki przypraw:
cynamonu, gałki muszkatołowej, gożdzików, imbitu i kardamonu

do masy:
10 daktyli do masy + 5 fig + garść suszonych morw(morwy można zastąpić rodzynkami)
1,5 szklanki mleka roślinnego
1,5 szklanki wiórek kokosowych
łyżka oleju kokosowego
karob do posypania i 1 łyżka karobu do masy
olej kokosowy do posmarowania formy

formę (23cm średnicy tortownicę) posmarować olejem kokosowym i posypać karobem
15 daktyli i 10 fig rozdrobnić w blenderze z przyprawami
(można dodać łyżeczkę oleju kokosowego)
i rozłożyć na dnie formy
 to jest nasza baza-spód

teraz robimy masę:
do blendera wrzucamy
10 daktyli, 5 fig i morwy lub rodzynki
1,5 szklanki mleka ( ja miałam kokosowo-ryzowe)
łyżka oleju kokosowego
1,5 szklanki wiórek kokosowych
łyżka karobu
wanilia opcjonalnie ( ja miałam bez wanilii)

banany kroimy w plastry dość grube i układamy na masie bazowej
przekładamy banany masą 
na wierzchu układamy banany posypujemy je wiórkami i dekorujemy np. jagodami goji
ja miałam 3 warstwy masy i 4 warstwy bananów
dla idealnego efektu wkładamy na 2 godziny do zamrażalki
i po wyciągnięciu od razu podajemy do jedzenia

rozgrzewające przyprawy powodują, że tort bananowy nie jest tak ochładzający jakby się mogło wydawać.
efekt jest naprawdę fenomenalny
zaproszeni goście byli wniebowzięci :)
mimo że Zima za pasem :)





piątek, 11 października 2013

wegańskie czekoladki z migdałem, żurawiną lub wiórkami :)


oj znów się będę powtarzać, że proste jak barszcz i pyszne, że szok :)
no ale niestety, niezmiennie takie proste przepisy mnie fascynują.
mój instynkt mówi mi, że im prostsze, im mniej składników tym zdrowsze i smaczniejsze.

5 łyżek oleju kokosowego (najlepiej surowego)
1 łyżka tahiny ( lub oleju sezamowego)
3 łyżki karobu lub kakao
6 łyżek syropu agawy
dodatki: wiórki kokosowe, żurawina i migdały

wszystkie składniki połączyć bez podgrzewania.
w pokojowej temperaturze powinno się wszystko połączyć za pomocą zwykłej drewnianej łyżki.
na dno foremek do malutkich foremek muffinkowych wsypać wiórki kokosowe, 
do innych włożyć migdała i do następnych pociętą żurawinę.
z tej porcji wychodzi po 4 niskie czekoladki ( 1 cm wysokości) na każdy rodzaj.
czyli 4 z migdałami, 4 z żurawiną i 4 z wiórkami kokosowymi.
wstawić do lodówki na godzinkę i gotowe :)
samo rozpływa się w ustach, jak to mówią moje dzieci.

mimo całej rozkoszy jedzenia takich słodkości roślinnych
musimy pamiętać, że olej kokosowy zawiera tłuszcze nasycone,
których w zasadzie powinniśmy spożywać w bardzo ograniczonej ilości.
ale od czasu do czasu nie zaszkodzi ;)
zdjęcia pokazują czekoladki bez tych dodatków czyli żurawiny, wiórek i migdałów.
tamte wyglądają trochę bardziej efektywnie, bo mają wierzch z wiórków itd.
i lepiej je robić w większych foremkach a nie w takich na te maleńkie czekoladki. :)


wtorek, 1 października 2013

REBORN FACES :)



 “Reborn Face of a Cow” and “Reborn Face”
Oil paintings 100X100cm
2013
Series "Symbolic Portraits" is the biggest one from all my paintings. My selfportrait this time was very unexpected with the colors. Orange is always for me a color of rebirth. Blue is a color for freedom, meditation, distance and wings for creation. Green is a color of love, hope and freshness. With that painting is a portrait of a cow. I belive that the world of cows can be reborn as a world without abusness, saffering and debasement. 

 Seria "Portrety Symboliczne" jest chyba najliczniejsza w moim dorobku. Kolory, które widnieją na moim autoportrecie nie były zaplanowane z góry, w trakcie malowania zaskoczyły nawet mnie samą. Pomarańczowy jest niezmiennie dla mnie kolorem odradzania. Niebieski jest kolorem wolności, medytacji i skrzydeł potrzebnych każdemu twórcy. Zielony jest kolorem miłości, nadziei i świeżości. Mój autoportret jest ściśle połączony z portretem krowy, a w zasadzie byka. Chciałam przez to ukazać moją wiarę w to, iż świat krów może być odrodzony jako świat bez wykorzystania, cierpienia i upodlenia. Jako istoty jesteśmy równi wszyscy. A inteligencja raczej obarcza nas większą odpowiedzialnością, a nie daje nam prawo do wykorzystywania innych.


czwartek, 12 września 2013

obraz olejny "MIŁOŚĆ JEST WIECZNA JAK TRAWA"


Seria "Sny", tytuł:"Miłość Jest Wieczna jak Trawa"(cyt. Deziderata)
obraz olejny 90x90cm, sierpień 2013

Series "Dreams", title:"Love is an Eternal thing, like a Grass"(quote: Desiderata)
oil painting 90x90cm, August 2013

Obrazy z tej serii tworzone są dla konkretnej pary. Nie jest łatwo wyczuć specyfikę związku, ale też pasjonujące jest odkrywanie i doświadczanie jakości w trakcie malowania obrazów z tej serii. Głównie dlatego, że mamy do czynienia z dwoma osobami, a nie z jedną jak jest w przypadku innych obrazów. Przeważnie maluję dla jednego konkretnego klienta jeden obraz. A tutaj mamy dwa charaktery, dwie osobowości, dwa temperamenty, dwie różne historie życia. I z tych wszystkich jakości powstaje coś wspólnego, Związek. Nigdy do końca nie będzie wiadome dlaczego dwoje ludzi łączy się ze sobą by razem iść przez życie. Dlaczego ich serca wybierają tą właśnie osobę na świadka własnego życia i by zostać świadkiem  czyjegoś życia? Jesteśmy też różni w różnych momentach życia. TEN obraz opowiada o młodej parze, młodej wiekiem. To ludzie, którzy są dla siebie pierwszymi partnerami, ale bez cienia wątpliwości wiedzą, że bez siebie nie chcą i nie potrafią żyć. Przeważnie pary wybierają kolor, w którym będę malować obraz dla nich.  A w tym wypadku młodzi nie mieli żadnych wątpliwości, to miał być TYLKO zielony kolor. Dla mnie jest to kolor dojrzałej miłości. Młodej ale dojrzałej? Zdarza się jak widać. Ich drzewo duże, rozłożyste ale i powyginane świadczy, że nie zawsze mieli bezwietrzną pogodę. Ale właśnie te silne wiatry pozwoliły im się umocnić, Znają swoje słabe i silne strony. Pasuje mi tu bardzo tekst z Dezideraty: "miłość jest wieczna jak trawa", kiedyś tak bardzo sztandarowy dla pewnej grupy młodych ludzi o nazwie Dakota, gdzie poznały się osoby, o których ten obraz opowiada.

Obrazy te bardzo pasują na wszelkie uroczystości typu ślub czy rocznice :) czy nawet zaręczyny :) Para dostaje też opis obrazu i nawet wiersz często się układa podczas malowania. Na razie cena jest bardzo atrakcyjna. Zapraszam zainteresowane pary do kontaktu  na rennn@wp.pl

Series called "Dreams" is addressed to couples who wish to see a symbolic picture of their relationship. I need only yours profiles. The rest of work is a really fascinating process. All the details in the painting is a symbol of the specific couple. I belive that the painting works for the couple and also that it is a living creature. This is a visualization and the souvenir for both people. Paintings from that series fit for weddings, engagement, anniversaries or just as a gift :) Sometimes there is a poem belongs to the painting. For now the price is very attractive. Please contact me at rennn@wp.pl 

poniedziałek, 2 września 2013

obraz olejny "Kolorami Ziemi"

obraz olejny 90x90cm, 2013r.
seria "Sny", tytuł: "Kolorami Ziemi"

Kolorami Ziemi
Świetlistością Uczucia
Wzorami Podświadomości
Połączeniem Znanego z Nieznanym
Stabilnością Zmian
malowałam dla Was

By Colors of the Earth
By Brightness of the Affection
By Patterns of the Subconscious
By Stability of the Changes
the painting was made for the Both of You

Seria "Sny" skierowana jest do par, które chciałyby zobaczyć swój symboliczny obraz związku. Wystarczą mi tylko profile Was obojga i możemy pracować nad obrazem. To niezwykle pasjonujący proces. Wszystko w obrazie jest symbolem, a szczegóły czy specyfika danego związku wychodzi także w czasie samego malowania. Wierzę bowiem, że obraz jest tworem żywym. Pracuje dla tej konkretnej pary. Jest żywą wizualizacją i pamiątką jednocześnie. Obrazy z tej serii bardzo pasują na wszelkie uroczystości typu ślub czy rocznice :) czy nawet zaręczyny jak w tym wypadku :) Para dostaje też opis obrazu i nawet wiersz często się układa podczas malowania. Na razie cena jest bardzo atrakcyjna. Piszcie na rennn@wp.pl

Series called "Dreams" is addressed to couples who wish to see a symbolic picture of their relationship. I need only yours profiles. The rest of work is a really fascinating process. All the details in the painting is a symbol of the specific couple. I belive that the painting works for the couple and also that it is a living creature. This is a visualization and the souvenir for both people. Paintings from that series fit for weddings, engagement, anniversaries or just as a gift :) Sometimes there is a poem belongs to the painting. For now the price is very attractive. Please contact me at rennn@wp.pl 

czwartek, 29 sierpnia 2013

obraz olejny "Odrodzeni"


obraz olejny 90x90cm, 2013 r.
Seria: "Sny", tytuł: "Odrodzeni-Nocne Gadanie Podświadomości"

seria "sny" dedykowana jest dla par, które chcą w ten sposób zobaczyć swój związek, wyrazić jakieś emocje, uczucia, jakości dotyczące związku.

    ten obraz jest o ludziach, którzy przede wszystkim zostali odrodzeni dla związku. można powiedzieć, że ponownie, ale jednak bardzo inaczej niż w poprzednich związkach. to odrodzenie jest odrodzeniem ku naturalności, ku wolności w związku, ku "nic nie musieniu"-czyli braku wewnętrznych nacisków na cokolwiek. kolor pomarańczowy jak na razie niezmiennie jest dla mnie symbolem odradzania. 
    dwie tarcze księżycowe patrzące na wspólne drzewo. drzewo jest tą wspólną jakością, która powstaje na skutek uczuć dwojga ludzi do siebie nawzajem. drzewo jest tym Duchem związku. czymś jednocześnie i silnym, stabilnym i duchowym, delikatnym. wybrałam generalnie drzewo na symbol związku, bo urzeka mnie jego zakorzenienie-stabilność, balans, siła, energia i jednocześnie odnawialność-odradzanie po zimie, stan hibernacji okresowej. urzeka mnie naturalność drzew i ta jakość, która jest też niewiadomą, że gdy sadzisz młode drzewo, to nie możesz w 100% przewidzieć jak to drzewo będzie wyglądało w dojrzałym wieku i na starość. tak jak i z Duchem związku. nigdy do końca nie wiesz jak związek będzie wyglądał za pół roku, za 10 lat jak i za 20 lat. mimo szczerych chęci, odpowiedzialności, nadziei, dbania o związek może przetrwać do końca, a może (piorun strzelić w rabarbar- w drzewo) po prostu zginąć, wypalić się, zarówno z przyczyn wewnętrznych związku jak i z zewnętrznych. dlatego tak są zwrócone oczy partnerów--> na drzewo, czyli na Ducha związku. by mieć go nieustannie na uwadze. 
  w jakimś sensie związki są połączone na zasadzie wzorów podświadomości, co w tym obrazie reprezentują wzorki na ciemniejszej stronie obrazu, bo przeważnie są to ciemniejsze strony "nas". podświadomość symbolizują tu też księżyce o twarzach partnerów. nie są to świadome twarze słońc. przeważnie nie zakochujemy się w osobach, które są naszymi rzekomymi "ideałami". wysoka, ciemnowłosa i długonoga piękność okazuje się osobą, której nie obdarza uczuciem nasze serce. natomiast niska, długowłosa blondynka jest tą, przed którą miękną nam kolana, od której ciężko odjechać :) z którą noc staje się scenerią na długie rozmowy jak  i namiętny taniec ciał. tak samo ze strony partnerki. rzekomy ideał w osobie przystojnego weganina, okazuje się niskim blondynem w dodatku nawet nie wegetarianinem. prawie jak w filmie "Pokój, miłość i nieporozumienia" ---> piękna wegetarianka z pięknym rzeźnikiem...coś innego tych ludzi łączy w tym filmie, o dziwo etyka. a tych na moim obrazie to jeszcze nie wiem. okaże się wkrótce.                     miałam też dziwny mus wewnętrzny by na drzewie były jagody a nie liście. liście generalnie opadają same jesienią, a jagody trzymają się trochę dłużej. lub nawet jeśli ich nikt nie zerwie, to potrafią zamarznąć na drzewie lub wisieć uparcie na gałęziach przykryta śniegiem. może jest to jakaś znamienna jakość dla tego związku.

@@@@@@

podążam twoim śladem
zbieram zgubione fantomy twojej duszy,
te które nie chciały wymazać mnie
z twojej pamięci, 
te małe baniciątka,
miłe sprytne zbiegi okoliczności,
luki w zamysłach boga.
gdybyś kiedyś o nie pytał...
jadą ze mną                                  
                                                   18.08.2013

@@@@@@

piękna miękkość mgieł
opada na nasze
zbiegi okoliczności.

rozmywa wspomnienia powoli
łatwiej będzie żyć                       
                                       18.08.2013

@@@@@@

leniwym muśnięciem opuszka
grasz na zwykłym pianinie
symfonię dźwięków
a nie jedną nutę
                                    18.08.2013

@@@@@@

krajobraz znaczenie podkolorowany
uczuciem

oddech nieznacznie pogłębiony
obecnością

krew łagodnie pulsująca
życzliwością

życie bardziej cenne niż wcześniej
dzięki wartości dodanej
                                          22.08.2013

@@@@@@

pokazałeś mi 
mój własny
szczęśliwy śmiech

moją własną
szczęśliwą naturalność

w twojej
bezcennej
prawdziwej
obecności
                        22.08.2013

@@@@@@

melodią śmiechu
budzisz śpiące królewny
te które straciły wiarę
w królewiczów
na białych rumakach
i życie długie
i szczęśliwe

melodia twojego śmiechu
jest dziś hymnem narodowym
Zjednoczonego Królestwa
Mojej Tęskniącej Wyobraźni              
                                                     22.08.2013

@@@@@@

sznur czarnych tęsknot
wysycha w blasku księżyca, 
za dnia nabierają wody w usta
ale nocą ich jęki są megaszalone
                                                            23.08.2013

@@@@@@

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

obraz :" NIESKOŃCZENI"

nieskończonym skarbem dla mnie bądź
ja dla ciebie nieskończonym skarbem będę
nie skończmy być dla siebie
nie skończmy dbać
nie skończmy kochać
trwajmy ten jeden raz wiecznie

obraz olejny 120/70cm, 2013r.
seria" Blizny", tytuł: "Nieskończeni"

obraz związku przedstawiony za pomocą symbolu "nieskończoności" namalowany ręką właścicielki obrazu :)
seria blizny jest o bliznach i o bliznach w związkach a tu jest też o związkach bez blizn, bo tak właśnie w tym wypadku wyszło. jest to, wychodzi na to, bardzo dynamiczna seria obrazów ewoluujących :) i to w dość szybkim tempie bym rzekła. symbol związku dla Ewy z serca zamienił się w symbol "nieskończoności". serce jakoś jej nie bardzo pasowało. założeniem było by osoba, dla której malowany jest ten obraz swoją ręką narysowała symbol serca. a Ewa swoją ręką namalowała symbol nieskończoności. a że namalowała go mazakiem, to łatwo było pogrubić znak, by nie wyszła z tego kokardka. bo gdybym wypełniła pola związku jako pola wewnątrz nieskończoności, to by wyszła kokardka. a kokardki nie miałam malować. więc miłym zbiegiem okoliczności (takie właśnie uwielbiam!)  Ewa wysłała mi symbol nieskończoności narysowany grubszym mazakiem :) no i idąc dalej mamy dwa obszary oddziaływań: pomarańczowe pokolenia rodziny jednej połówki i bordowe pokolenia rodziny drugiej połówki :) tylko, że tu nie mamy połówek ani blizn. pola dla wspólnego obszaru układają się w symbol nieskończoności jednak narysowanegy tylko raz. tego symbolu tu nie możemy narysować ponownie. Ewa zaczęła rysować w jednym miejscu i skończyła w innym nie łącząc linii by można było rysować ten symbol ponownie i ponownie i tak w nieskończoność. czyli? czyli niby symbol nieskończoności, ale jednak tylko jeden. nie ma powtarzalności. czyli niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju? podoba mi się :) nie ma też pól wspólnych czyli nie ma blizn z dzieciństwa jak to malowałam do tej pory związki połączone na zasadzie podobnych blizn z dzieciństwa. ten nie jest połączony na zasadzie blizn z dzieciństwa. JEST jakimś związkiem po prostu :) bardzo mi się podoba :) niesamowity :) obszary tła są kolorami ziemi: beżami, brązami, nawet fiolecik ziemisty się wkradł :) czyli twardo stąpający po ziemi związek dwojga ludzi. pola uwypuklone jak kryształy ze światłocieniem symbolizują dobre i złe strony poszczególnych jakości w związku. czyli, że coś co jest wadą może innym razem być zaletą. to co pracuje na budowę związku, może też pracować na jego niekorzyść. choć wierzę, że w miłości wszystkie niedociągnięcia można przerobić na korzyści. zależy to od punktu widzenia, sprytu... tu wchodzi symbol różnych światłocieni, jakby źródło światła było w różnych miejscach... warto czasem zmienić punkt widzenia by rzeczy zobaczyć innymi, z innej strony :) pomarańcze-symbol odrodzenia, bordo-symbol głębszego uczucia...mieszają się pięknie w tym związku :)  odradzanie się głębszych uczuć, pięknie :)

jeśli podoba ci się malowanie o związku za pomocą symbolu serca lub innego, napisz do mnie. razem stworzymy niepowtarzalny obraz twojego związku :)

sobota, 27 lipca 2013

wegańskie lody na patyku - mango w roli głównej


lody to już w zasadzie moja specjalność.
ale dlatego, że to takie proste.
-mamo! tak byśmy zjedli sobie loda :)
-nie ma sprawy, za 4 godziny wyjmijcie je sobie z zamrażalnika :)
bzyk, blender włączony, 10 min i gotowe.

1 mango
część stała z puszki mleka kokosowego
3 łyżki syropu daktylowego

mango oczywiście obrać ze skórki.
wszystko razem chwilę blenderować,
do uzyskania jednolitej jedwabistej masy.
wlać do małych kieliszków.
wsadzić patyczek do lodów.
i wstawić do zamrażalki na 3-4 godziny.
i gotowe.
niebo w gębie :)
syrop można użyć równie dobrze agawowy, czy jakiś inny wedle uznania.
konsystencja wychodzi jak tradycyjnych lodów śmietanowych.
można je z powodzeniem lizać na patyku :)
jutro robię lody truskawkowe :)
lub truskawkowo-miętowe :)
i może jeszcze jagodowe :)
się rozochociłam :)

polecam jednak kupić mleczko kokosowe dobrej jakości lub BIO, 
bo jakieś gorsze będzie jednak czuć w smaku takim zjełczałym tłuszczem.


niedziela, 7 lipca 2013

wegańskie lody truskawkowe



wersja truskawkowa lodów jest też niezwykle atrakcyjna w smaku.
aby urozmaicić smak można dodać zielonych listków mięty :)
500 ml truskawek
stała część z mleka puszki mleka kokosowego (dobrej jakości)
6 łyżek syropu z agawy

wrzucić wszystko do blendera i zmiksować.
dla lepszego efektu można miksować trochę dłużej,
masa nabierze więcej powietrza.
zlać do foremek czy kieliszków,
wsadzić patyczki drewniane do lodów.
(można takie patyczki używać wielokrotnie)
i wstawić do zamrażalnika na 4 godziny.
i smacznego

piątek, 5 lipca 2013

bób bezglutenowo a'la bób w bułce tartej :)


niezwykle łatwym sposobem na zastąpienie bułki tartej jest moja kochana mąka cieciorkowa.
jej zastosowanie odkrywam wciąż na nowo zaskoczona smakiem za każdym nowym odkryciem.
dziś wersja bobu, który tak wdzięczny, zdrowy i smakowo zajefajny :)

bób w ilości dowolnej (zwykle bywa kilogram lub litr)
oliwa z oliwek extra :) (sporo: tak z 4 łyżki)
mąka cieciorkową (2 łyżki)
czosnek ( 5-6 ząbków)
sól do smaku

bób najpierw gotujemy wedle uznania na parze lub w wodzie lub w garnku ciśnieniowym.
ta ostatnia wersja jest niezwykle szybka, po 5 min gotowania ciśnieniowego bób jest gotowy.
ząbki czosnku obrać i pokroić w plastry niezbyt cienkie czyli dość grube.
oliwę rozgrzać na patelni, szybko wrzucić czosnek i za minutkę mąkę, posolić
i mieszać łyżką do lekkiego zarumienienia mąki (nie więcej niż minutkę).
wrzucić bób.
przemieszać i gotowe :)


niedziela, 9 czerwca 2013

sernik z tofu - borówkowy

bardzo prosty 
i na wiele smaków można go robić

spód:
1 i 1/4 szkl. orzechów nerkowca
2 łyżeczki syropu z agawy
8 szt. daktyli

masa serowa:
400g tofu
1 szkl płynu ( 1/3 szkl mleka roślinnego-tu było sojowe i 2/3 szkl. syropu z agawy)
7 łyżek soku z cytryny
1/2 szkl dżemu z borówek, czyli czarnych jagów
puszka mleka kokosowego (opcjonalnie)
2-3 łyżeczki  płatków agaru

orzechy z daktylami i syropem z agawy blenderujemy.
powinna powstać z tego dość elastyczna masa.
wykładamy nią spód tortownicy 20 cm średnicy

robimy masę serową:
tofu lekko odsączamy na sicie
mleko z syropem zagotowujemy dodając agar i sok z cytryny.
rozpuszczamy płatki w gorącym płynie.
do miski wkładamy tofu i dodajemy do niego masę płynną (gorącą ) 
i dżem i gęstą część mleka kokosowego.
blenderujemy na jednolitą masę.
wylewamy to na spód naszego sernika.
i wkładamy do lodówki na parę godzin.
najlepiej na noc :)
i gotowe

możemy tą masę robić bez dżemu.
dodając trochę więcej soku z cytryny i 1/4 łyżeczki kurkumy otrzymamy sernik cytrynowy.
część płynu agarowego możemy użyć wtedy do polania wierzchu sernika cytrynowego.
odpowiednio zwiększając ilość mleka i agaru.
serdecznie polecam, bo prosty jest ten przepis i smaczny niezwykle.
a-ha... spód równie dobrze możemy robić na słoneczniku lub migdałach.


FUSION SUNDAY



















sobota, 25 maja 2013

herbata z jagodami goji :)

pewnie nie jeden wytrawny piwosz rozpozna markę piwa na szklance?
ale to nie jest piwo, choć właśnie w takiej szklance popijam sobie ulubioną herbatkę.
obecnie moją ulubioną herbatą jest herbata biała z dodatkami pomarańczy, maliny czy wanilii.
odkryłam fajny sposób picia tej i tak cudnej herbaty z jagodami goji.
dodaję do mojej herbaty trochę soku jabłkowego lub pomarańczowego ma wtedy niższą temperaturę
i wsypuję małą garść jagód goji.
jagody powoli nasiąkają wodą.
dodają troszkę więcej goryczki, a ja lubię takową.
no i mnóstwo składników odżywczych od powszechnych witamin zaczynając
a kończąc na pierwiastkach śladowych.
podobno nie można jeść więcej  niż 70 jagód goji dziennie.
ale ja się słucham swojego organizmu.
czasem wypiję trzy takie herbaty na dzień, a czasem miesiąc nie piję.
miłego eksperymentowania.

czwartek, 16 maja 2013

nasiona chia leczniczo :)



grypa żołądkowa
gdy panowała u nas grypa żołądkowa to rzutem na maskę podałam dzieciom w czasie biegunki i wymiotów
suche nasiona chia zmieszane z syropem agawowym.
pomogło to bardzo szybko opanować toksyny w brzuszkach.
podejrzewam, że zaabsorbowało toksyny wytwarzając śluz.

sposób zrobienia:
1 łyżkę nasion chia mielimy w młynku do kawy.
mieszany je z 1 niepełną łyżeczką syropu z agawy.
wychodzi z tego taka masa, z której można formować małe kuleczki wielkości orzeszka laskowego.

podawałam 3 razy dziennie po kulce wielkości orzecha laskowego.

alergia pokarmowa, atopowe zapalenie skóry
generalnie nasiona chia nie są przebadane w Europie pod względem właściwości zdrowotnych.
ale w swoim rodzimym miejscu te nasiona były spożywane od wieków.
zauważyłam, że podane w czasie wystąpienia atopowego zapalenia skóry
 z powodu uczulenia na orzeszki ziemne, 
spowodowały ustąpienie wykwitu skórnego.
skóra rano była zdrowa.
podaję pomysł do wypróbowania.
nie będę specjalnie podawać Marcelowi orzeszków, by sprawdzić czy efekt się powtórzy.
3 kulki na raz przed spaniem, a rano nie było nawet śladu po zaczerwienieniu.
w ciągu następnego dnia dostawał jeszcze parę razy kulki z chia.

nie wiem czy te dwa zastosowania nasion chia to po prostu przypadek,
czy następną chorobę też uda się pokonać.
ale gdyby miało komuś pomóc to podaję, 
a na pewno nie zaszkodzi, chia są tak przyjazne człowiekowi :)
naprawdę szczerze polecam :)

piątek, 10 maja 2013

chia pudding - niebiański budyń dla zdrowia


poszukajcie w necie właściwości jakie oferują nam nasiona Chia.
ja jestem zakochana w tych małych pięknych nasionkach.
jakaś pani w zdrowym sklepie (również klientka, jak ja)
poleciła mi parę miesięcy temu te nasiona.
na Majorce jak byliśmy spróbowaliśmy ten pudding i się zachwyciliśmy.
robi się go niezwykle prosto.

2 łyżki tych nasionek
150-200 ml mleka roślinnego

i tyle.
bo najważniejsze są właśnie te proporcje mleka do nasionek.
różne mamy nasionka i nie da się podać dokładnych proporcji.
każdy musi sobie wyczuć, spróbować.
zalewamy 2 łyżki nasionek mlekiem.
po 10 minutach mieszamy widelcem,.
po następnych 20 minutach mieszamy ponownie.
i odstawiamy na 10-12 godzin np. na noc.
rano sprawdzamy konsystencję.
jeśli jest za gęsty to dolewamy mleka.
i czekamy jeszcze godzinkę.
jeśli za rzadki, to na następny raz wlewamy mniej mleka.
szybko załapiecie ile wasze nasionka pochłaniają wody.
generalnie wytwarzają galaretkę w objętościowej proporcji 1:12 
pudding można dosłodzić syropem agawowym,
lub od razu wlać mleko słodzone koncentratem jabłkowym.
lub mleko niesłodzone.
chia mają swoją własną słodycz.
też jest pyszny.
jak kto lubi.
moje dzieci dodają jeszcze trochę śmietanki owsianej.

poniżej śliczne nasionka Chia

poniżej zaraz po zalaniu mlekiem i przemieszaniu.
przemieszanie jest ważne, bo galaretka się dość szybko robi i nasionka się sklejają.
a potrzebujemy uzyskać konsystencję puddingu a nie lanych klusek :)

poniżej pudding po 4 godzinach:


poniżej będzie zdjęcie lub może nawet filmik gotowego puddingu (za dwanaście godzin)


:)
jemy po prostu jak budyń.
surowy, pyszny, pożywny:)


suche nasiona chia po zmieleniu można dodawać do porannych smoothiesów.

dzienna porcja dla dorosłej osoby to 1-1,5 łyżki suchych nasion.






czwartek, 9 maja 2013

obiad z kalafiorem :) (bezglutenowo)


głównie chodzi mi o to, by podać Wam pomysł na kalafiora bezglutenowego :)
tradycyjnie jemy kalafiora w bułce tartej-wiadomo bułka posiada gluten
ja wymyśliłam sobie w czasach zachwytu nad mąką cieciorkową, że kalafiora w tej oto mące by podać.
i od tamtej pory jemy kalafiora w zasmażce z mąki cieciorkowej.
zasmażkę tą robi się jak tradycyjną zasmażkę, czyli na oleju smaży się 3 łyżki tej mąki+szczypta soli.
a ugotowany (najlepiej na parze-10-15min) kalafior wrzucamy gdy mąka zaczyna lekko się rumienić.
to jest u mnie dosłownie z 15 sekund.
reszta obiadu jak widać: kasza gryczana, cieciorka w sosie ( olej, sok z cytryny, sól, przyprawy)
marchewka obowiązkowo u nas w sezamie z oliwą.
i obiad gotowy.
trochę mało w nim wiosny, ale to właśnie wtedy go robiłam gdy na ŁASKAWĄ WIOSNĘ czekaliśmy.
poniżej kalafiorek w mące cieciorkowej jeszcze na patelni:
a poniżej cieciorka w sosie przed wrzuceniem na kaszę gryczaną.

i smacznego.


środa, 17 kwietnia 2013

bez tytułu


Czasem potrzebuję czasu na zwykły, prosty relaks, na nieprzejmowanie się niczym, nawet tym, że dzieci umierają z głodu, a moglibyśmy sprawić, że miałyby co jeść...ani tym, że zwierzęta idą codziennie milionami na rzeź, a moglibyśmy sprawić, żeby były wolne i nie cierpiały... ani tym, że Mira jest daleko od nas... ani tym, że w domu panuje grypa żołądkowa... ani niczym, po prostu... włączyć muzę... wyobrazić sobie świat idealnie piękny i idealnie miłosierny dla wszystkich,... że Mira jest z nami,... a grypa z domu już się dawno wyprowadziła :)

Sometimes I need time for pure, simple relaxation, do not worry about anything, even the fact that children are dying of hunger, and we can do something for them ... or the fact that every day millions of animals going to slaughter, and we could make them free and dont suffer ... or the fact that Mira is far away from us ... or the fact that in our house there is stomach flu ... or anything...., just ... turn music ... imagine a world perfectly beautiful and perfectly merciful to all... that Mira is with us now..., and the flu at home moved out :)


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

koktajl aloesowo-kokosowy


przepis na ten koktajl był w listopadowym numerze Zwierciadła (2012) str. 207
myślę, że warto wprowadzić go do domowego menu.
wartość aloesu jest nieoceniona.
a prawie każdy ma go na parapecie okiennym.
pamiętajmy że największą wartość mają liście 3 letnie i starsze.

3/4 szkl. mleczka kokosowego
3/4 szkl. mleczka migdałowego
2-3 duże kawałki aloesu
2 mrożone banany (mogą być też świeże)
1-2 łyżki oleju kokosowego (opcjonalnie)
łyżka syropu agawy
1/2 łyżeczki cynamonu

aloes oczywiście myjemy 
wrzucamy liście w całości wraz z innymi składnikami
i blenderujemy.
gotowe
smacznego





czwartek, 11 kwietnia 2013

majorkański bób

w Polsce do wiosny jeszcze daleko
ale na Majorce wiosenne warzywa i owoce uginały stoły straganów.
niestety przez niedoskonałość rzeczy martwych zachowało się tylko jedno zdjęcie tego,
co stworzyliśmy na naszych majorkańskich talerzach.
a potraw było wiele.
bo i wybór warzyw był duży i atrakcyjny.
bób, papryka, cukinie młode, małe papryczki, oberżyny, awokado, 
młoda cebulka cukrowa, karczochy (taaak!! nawet bawiliśmy się z karczochami)
fasolka szparagowa, fasolka typu mamut, 
już nie wspomnę o wszelkich zieleninach:
pietruszce, koperku i mięcie :)
generalnie na talerzu królowała prostota :)
szybkość przygotowania dania była priorytetowa :)

więc te papryczki zielone słodkie myje się tylko
nie obierając ani nie wydrążając środków.
rzuca się na olej
i podsmaża chwilkę
dodając soli, pieprzu
i gotowe.

bób młody, obierany własnoręcznie ze strąków
jest tak miękki, że chyba można by go jeść na surowo,
więc podduszenie na 5 łyżkach wody
5-10 min to tyle ile mu trzeba było, by rozpływał się w ustach.
pod koniec duszenia wrzuciłam 5-6 pokrojonych ( a nie wyciskanych) ząbków czosnku
i gotowe.

papryczki połączyłam z bobem :)
a ryż? znaleźliśmy taki mieszany ryż.
po namoczeniu na noc gotował się w 10-15 min.

expres i zdrowie na talerzu :)

jak macie okazję kupić bób jeszcze w strąkach to polecam...
krótkie pobawienie się z obieraniem bobu,
a smak tych małych bobików przewyższa totalnie łuskany, gotowy bób w woreczkach foliowych.

jeszcze mała dygresja o Majorce.
nie jest to fajne miejsce dla wegan, którzy by chcieli jeść w jadłodajniach, barach i restauracjach.
ci Marokańczycy nie znają się na weganiźmie ani nawet na wegetarianiźmie.
wegańska paella nie miała co prawda widocznych na talerzu owoców morza, 
ale nie miała też żadnego zastępnika,
ale pachniała/śmierdziała rybim tłuszczem.
więc albo robili ją w tym samym tłuszczu, w którym smażyli owoce morza,
albo dodali olej rybi, bo i takie cuda mają tam do kupienia w sklepach.

ale dla wegan, którzy mają ochotę gotować sobie sami to jest RAJ w kwietniu.
bo owoców i warzyw jest w bród,
a smaki nieekologicznych produktów są porównywalne lub nawet czasem przewyższają
te ekologiczne, ale dojrzewające w zimniejszej strefie klimatycznej.

pozdrawiamy właścicielki Zivy
jedliśmy u nich to wspaniałe raw-tiramisu :)
niebo w gębie :)
tak samo sernik-raw jagodowy
i pudding z chia.

jeśli ktoś się wybiera do Palmy to koniecznie tam wstąpcie :)
w dzielnicy Santa Catalina.
Ziva To Go.
jedyne naprawdę wegańskie miejsce w Palmie.
polecamy serdecznie.
tu jest ich strona na fejsie:

a do puddingu z chia jeszcze wrócimy, bo warto.
tudzież do sernika jagodowego.