środa, 17 kwietnia 2013

bez tytułu


Czasem potrzebuję czasu na zwykły, prosty relaks, na nieprzejmowanie się niczym, nawet tym, że dzieci umierają z głodu, a moglibyśmy sprawić, że miałyby co jeść...ani tym, że zwierzęta idą codziennie milionami na rzeź, a moglibyśmy sprawić, żeby były wolne i nie cierpiały... ani tym, że Mira jest daleko od nas... ani tym, że w domu panuje grypa żołądkowa... ani niczym, po prostu... włączyć muzę... wyobrazić sobie świat idealnie piękny i idealnie miłosierny dla wszystkich,... że Mira jest z nami,... a grypa z domu już się dawno wyprowadziła :)

Sometimes I need time for pure, simple relaxation, do not worry about anything, even the fact that children are dying of hunger, and we can do something for them ... or the fact that every day millions of animals going to slaughter, and we could make them free and dont suffer ... or the fact that Mira is far away from us ... or the fact that in our house there is stomach flu ... or anything...., just ... turn music ... imagine a world perfectly beautiful and perfectly merciful to all... that Mira is with us now..., and the flu at home moved out :)


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

koktajl aloesowo-kokosowy


przepis na ten koktajl był w listopadowym numerze Zwierciadła (2012) str. 207
myślę, że warto wprowadzić go do domowego menu.
wartość aloesu jest nieoceniona.
a prawie każdy ma go na parapecie okiennym.
pamiętajmy że największą wartość mają liście 3 letnie i starsze.

3/4 szkl. mleczka kokosowego
3/4 szkl. mleczka migdałowego
2-3 duże kawałki aloesu
2 mrożone banany (mogą być też świeże)
1-2 łyżki oleju kokosowego (opcjonalnie)
łyżka syropu agawy
1/2 łyżeczki cynamonu

aloes oczywiście myjemy 
wrzucamy liście w całości wraz z innymi składnikami
i blenderujemy.
gotowe
smacznego





czwartek, 11 kwietnia 2013

majorkański bób

w Polsce do wiosny jeszcze daleko
ale na Majorce wiosenne warzywa i owoce uginały stoły straganów.
niestety przez niedoskonałość rzeczy martwych zachowało się tylko jedno zdjęcie tego,
co stworzyliśmy na naszych majorkańskich talerzach.
a potraw było wiele.
bo i wybór warzyw był duży i atrakcyjny.
bób, papryka, cukinie młode, małe papryczki, oberżyny, awokado, 
młoda cebulka cukrowa, karczochy (taaak!! nawet bawiliśmy się z karczochami)
fasolka szparagowa, fasolka typu mamut, 
już nie wspomnę o wszelkich zieleninach:
pietruszce, koperku i mięcie :)
generalnie na talerzu królowała prostota :)
szybkość przygotowania dania była priorytetowa :)

więc te papryczki zielone słodkie myje się tylko
nie obierając ani nie wydrążając środków.
rzuca się na olej
i podsmaża chwilkę
dodając soli, pieprzu
i gotowe.

bób młody, obierany własnoręcznie ze strąków
jest tak miękki, że chyba można by go jeść na surowo,
więc podduszenie na 5 łyżkach wody
5-10 min to tyle ile mu trzeba było, by rozpływał się w ustach.
pod koniec duszenia wrzuciłam 5-6 pokrojonych ( a nie wyciskanych) ząbków czosnku
i gotowe.

papryczki połączyłam z bobem :)
a ryż? znaleźliśmy taki mieszany ryż.
po namoczeniu na noc gotował się w 10-15 min.

expres i zdrowie na talerzu :)

jak macie okazję kupić bób jeszcze w strąkach to polecam...
krótkie pobawienie się z obieraniem bobu,
a smak tych małych bobików przewyższa totalnie łuskany, gotowy bób w woreczkach foliowych.

jeszcze mała dygresja o Majorce.
nie jest to fajne miejsce dla wegan, którzy by chcieli jeść w jadłodajniach, barach i restauracjach.
ci Marokańczycy nie znają się na weganiźmie ani nawet na wegetarianiźmie.
wegańska paella nie miała co prawda widocznych na talerzu owoców morza, 
ale nie miała też żadnego zastępnika,
ale pachniała/śmierdziała rybim tłuszczem.
więc albo robili ją w tym samym tłuszczu, w którym smażyli owoce morza,
albo dodali olej rybi, bo i takie cuda mają tam do kupienia w sklepach.

ale dla wegan, którzy mają ochotę gotować sobie sami to jest RAJ w kwietniu.
bo owoców i warzyw jest w bród,
a smaki nieekologicznych produktów są porównywalne lub nawet czasem przewyższają
te ekologiczne, ale dojrzewające w zimniejszej strefie klimatycznej.

pozdrawiamy właścicielki Zivy
jedliśmy u nich to wspaniałe raw-tiramisu :)
niebo w gębie :)
tak samo sernik-raw jagodowy
i pudding z chia.

jeśli ktoś się wybiera do Palmy to koniecznie tam wstąpcie :)
w dzielnicy Santa Catalina.
Ziva To Go.
jedyne naprawdę wegańskie miejsce w Palmie.
polecamy serdecznie.
tu jest ich strona na fejsie:

a do puddingu z chia jeszcze wrócimy, bo warto.
tudzież do sernika jagodowego.