środa, 21 września 2011

Nieszczęścia chodzą stadami


 A u mnie nawet stadnymi tonami...

Ciężko i dużo... w taki sposób właśnie lubią chodzić nieszczęścia.
Chyba sobie nawet ciężko wyobrazić taki stos na jednego człwowieka i w jednym czasie. Pisałam już wcześniej o postrzale w plecy.Nie żeby ktoś do mnie strzelał! Wszystko byłoby dobrze gdyby tylko postrzał. Człowiek by sobie wyleżał w łóżku, wygrzał plecy, spokojnie doszedł do siebie. Ale nie... pomijając nieuchronność wykonywania takich sprawunków jak zapisanie syna do szkoły, kupienie mu książek itp         d ...perołków. Ten kochany synek w nocy coś marudzi i marudzi, chodzi do łazienki nie wiadomo po co (myć zęby), nie śpi i coś majaczy pod nosem. Oczywiście ciężko mu było się przyznać, że ząb go boli, bo wiedział,  że wiąże się to ze słodyczami, czyli z sankcjami na tym polu. Więc z tym postrzałem zamiast leżeć w łóżku trzeba mi było znależć w obcym kraju dentystę i do niego zaprowadzić  syna i tego syna na fotelu utrzymać. Bo już całkiem pominęłam fakt, że Kacper (10 lat) nie pójdzie do normalnego dentysty, bo normalny dentysta nie jest w stanie miłym tonem głosu i serdecznością zatrzymać  go na fotelu. Więc w Polsce znalazłam taką panią, która swoją stanowczością nieugiętą, ale i serdecznością i jakąś taką nieuchronnością w głosie, była w mocy mojego kochanego Kacperka na fotelu oporządzić. Za co Kacper był jej zawsze niezmiernie wdzięczny. A tu jak? Takie kryterium w ogóle nie wchodziło w grę jak szukanie ODPOWIEDNIEGO  dentysty. Tu trzeba to było zrobić w miarę za darmo, bo ceny dentystów w Dublinie są oczywiście adekwatne do cen  wynajmu mieszkań. Pani w szkole okazała się bardzo pomocna, znalazła klinikę, w której musieli go przyjąć z bólem ( oczywiście bólu już rano nie było, ale inaczej by nas nie przyjęli).  Jak już się tam dowlokłam z tym kręgosłupem, to pani oczywiście pyta Kacpra czy ząb boli. A na szczęście Kacper nie musiał kłamać, bo mimo trzech ambitnych klas angielskiego z dnia na dzień nie da się być poliglotą w życiu. W książkach to tak, oczywiście, on wszystko umie, ale w życiu to zupełnie inna część mózgu za to odpowiada. Więc kłamałam ja J  Kacprowi tłumaczyłam jak na filmach. Co innego mówca mówi, a co innego tłumacz tłumaczy dla potrzeb filmu. Ja tu dla potrzeb kręgosłupa i portfela. No i dało się. Udało się! Ale to oczywiscie nie ostatnia sztabka złota  w worku nieszczęść.  Za jakieś dwie noce Marcelek dostał kataru. I niby co ma mieć wspólnego katar z moim kręgosłupem? Ano to, że w nocy Marcelek bardzo nie lubi chlupania w nosie i trzeba go było 5 razy lub więcej w nocy podnosić do pozycji pionowej, pozwolić katarkowi trochę spłynąć, już nie mówiąc o tym, że w czasie kataru Marcelek budził się w nocy dwa do trzech razy więcej niż jego przepisowe  4 razy (wliczając rozpoczęcie i zakończenie snu). Czyli dla mojego kręgosłupa oznaczało to, że biedaczysko nie mógł nawet w nocy wypocząć, niebędąc narazonym na dodatkowe obciążenia. Kupiłam więc  taki pas podtrzymujący, usztywniający. Z tym pasem dokonywałam cudów, uważnie słuchając co na to mój kręgosłup i czy przypadkiem nie będzie chciał się złamać czy cóś podobnego. Suma sumarum nadal boli. Katar Marcelkowi już prawie przeszedł. O bólu zęba zainteresowani już dawno zapomnieli a sankcje słodyczowe wdrożone w życie.

Nigdy Nie kryłam mojego braku zachwytu Irladią. Ale żeby aż tak mnie tu testować? Twierdzisz, Wyspo, że jak przejdę pomyślnie te okoliczności, to już nic mnie nie złamie? Aż tak musisz mnie przetestować, by być mnie pewną? Do czego tak naprawdę mnie tu potrzebujesz? Kogo chcesz tu mieć we mnie? Malarkę, matkę walczącą, biurówkę?  Starałaś się mnie tu sprowadzić wszystkimi możliwymi sztuczkami. I ktoś powiedział, że człowiek ma wolną wolę?  Masz mnie teraz. Testujesz mnie. Czego więc ode mnie chcesz Wyspo moja mała, malutka, tyci tyci, „tyciuśka jak ziarnko kawy”?   „Cip, cip, wielorybku, Gdzie ty jesteś, rybeńko?” I kim ty jesteś rybeńko? Wszystko zaczyna się zazębiać. Mój sen o wielkiej rybie, że na niej płynę. Może się w końcu okaże kto lub co nią jest? „Czy jest miejsce na morzu?-Wystarczy proszę Pani!!!”  Oczywiscie że jest miejsce na Morzu Sztuki, Matkowania, Życia J A gdy wrócę kiedyś z tej wyprawy, to co powiem? Czy widziałam  wieloryba?

Może  jak Maluśkiewicz zakrzyknę: „No chyba!!!”?







mam takie świetne wykonanie tego wiersza wg Piotra Fronczewskiego, ale nie mam pojecia jak z kompa załadować na bloga :( puszczam to codziennie rano Marcellowi i mamy zabawę przy deklamowaniu, że hoho!  już wiem! nagram jak słuchamy Fronczewskiego i wstawię jutro :D


*****DZIŚ MARCELEK KOŃCZY PÓŁ ROKU *****

dostał ślicznego goździka
oto foto-galeria z wręczenia 
























Mama

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz