Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzlem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzlem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2015

ZMIENIAMY LUDZKA SWIADOMOSC

Jak to możliwe, że w świecie, gdzie już tyle wojen się odbyło o wyzwolenie tylu uciśnionych poziomów życia, kobiety, dzięki którym ten świat istnieje, nie mają ani grosza płacone za ich wkład w tworzenie świata? Jak to możliwe, że najważniejsza praca na świecie nie jest wynagradzana w żaden sposób? Kobieta rodzi dzieci, potem przez 24 godziny na dobę przez parę lat tymi dziećmi się zajmuje, wychowuje je, wspomaga w rozwoju i oczywiście sprząta, pierze, gotuje, zawozi do szkoły, przywozi, pomaga w lekcjach, motywuje itd... Za te wszystkie prace, w sytuacji gdy jesteś u kogoś zatrudniona, dostajesz normalne solidne wynagrodzenie. Licząc same przepracowane godziny każda kobieta typu kura domowa musiałaby zarabiać grubo ponad 4 tysiące euro w Irlandii,czyli co najmniej dwa i pół etatu, w tym cholernie wysokie nadgodziny, niewykorzystane urlopy i dodatek za szkodliwość pracy, czyli hałas (dzieci okropnie krzyczą do 6., 7. roku życia), stres, przeciążenie nerwów, podwyższona koncentracja przez wiekszość czasu pracy (wprost proporcjonalna do niezwykłych zdolności dzieci do robienia sobie krzywdy i pomysłowości w wymyślaniu nowych zabaw). Zawód ten w dodatku jest z góry oceniany przez społeczeństwo jako gorszy, nieopłacalny, nieważny itd. Jeśli, załóżmy, jesteś żoną jakiegoś nieudacznika, który nie potrafi odpowiedniej ilości pieniędzy przynieść do domu i w dodatku Cię bije w miedzyczasie chodzenia do tzw. „prestiżowej” pracy i masz w końcu odwagę od niego odejść (oczywiście bierzesz ze sobą wszystkie dzieci, bo ten mężczyzna nawet dziećmi, a może przede wszystkim nimi, nie potrafi albo nie chce się zająć) to co się wtedy dzieje? Sama znajdujesz sobie pracę, dziecko idzie do organów opieki odpowiednich do jego wieku, czyli po kolei: żłobek, przedszkole, szkoła, za które to usługi musisz sporo zapłacić . W niektórych krajach zabiera to pieniądze z całego etatu – Tobie już nie zostaje nic.. Alimenty od męża, partnera, pomimotego, że uznane przez prawo, praktycznie nie istnieją. Żaden z takich osobników z własnej woli nie będzie płacił kobiecie, która urodziła i wychowała jego dzieci. Nie mówiąc już nawet o jakiejś opiece zdrowotnej, emeryturze, czy takie tam.
A gdy nam się udaje wrócić do pracy po intensywnej opiece nad dzieckiem, płacimy te podatki takie same wysokie jak reszta świata i co z tego mamy? Tak samo musimy przepracować ileś tam lat pracy, by szanowne państwo, do którego odprowadzamy podatki, łaskawie wypłaciło nam jakąś emeryturę. Ale kiedy wypracować te lata pracy? Skoro jeszcze trzeba się po każdym dziecku przekwalifikować, bo przecież wypadamy z rynku pracy na parę lat wychowując dziecko.
Dla kogo właściwie kobieta rodzi te wszystkie dzieci? Bo przecież nie dla siebie? Czy one zostają z nią pod koniec życia? Przecież muszą pracować, zarabiać na życie, kolejny samochód, większy dom itd. Bo kogo tak naprawdę mogła wychować ta nic nie warta kobieta, wykonująca nic nie wartą pracę, zmagająca się z tysiącem problemów przez całe jej usrane pieluchami życie? No przecież nikogo wartościowego!! Nikogo takiego, kto by miał empatię i szacunek do niej i do reszty świata!! Bo jakim sposobem? Skoro od społeczeństwa i od własnego męża możesz co najwyżej usłyszeć: „Przecież ty tylko siedzisz z dziećmi i nic nie robisz”…
Wychowywanie dzieci możemy nazwać służbą dla społeczeństwa. Gdyby kobiety nie rodziły i nie wychowywały dzieci, gatunek ludzki po prostu przestałby istnieć. To jest ważny obowiązek względem społeczeństwa. Od tego zależy wszystko. Przecież ciągle nadawane są spoty namawiające do tego, by rodzić dzieci. Gdyby usługa wychowywania dzieci była opłacana przez państwo tak samo godnie jak inne zawody sektora publicznego (pielęgniarki, policjanci, nauczyciele, posłowie, urzędnicy państwowi),  to kobiety miałyby po prostu adekwatne wynagrodzenie. Bycie matką nie jest mniej ważne, mniej wartościowe od innych zawodów użyteczności publicznej, a śmiem twierdzić, że dużo ważniejsze. Kobiety rodzą dzieci, które później jako dorośli pracują, płacą podatki i napędzają całą tę machinę obiegu pieniądza. Czyli obok podtrzymywania gatunku ludzkiego dostarczają nowych członków do płacenia podatków.
Mój były mąż ma w tym momencie dom i samochód. Ja urodziłam i wychowałam w tym czasie dwójkę dzieci. W międzyczasie, kiedy mogłam zająć się zarabianiem pieniędzy, zarabiałam nawet 5 razy więcej niż on. Ale co z tego? Ja wkładałam wszystko w rodzinę, dzieci, życie, a on siłą rzeczy, kontynuując swoją karierę (na którą nota bene ja też pracowałam), zbudował swoje królestwo. Pieniądze, które zarabia, są teraz conajmniej dwa razy większe od najwyższych moich wypłat, więc łatwo może wziąć kredyt czy zaoszczędzić. Ja w momencie odejścia od męża zostaję co najwyżej z alimentami na dzieci i bez żadnych świadczeń emerytalnych  – lata mojej pracy idą po prostu na marne. Mój drugi partner, z którym mam również dziecko, w tym momencie ma kupiony dom i oczywiscie samochód, ma gdzie mieszkać itd. A ja swoje oszczędnności wydałam na życie, na dzieci, bo przecież dla matki to jest priorytet, a nie budowanie biznesu itp. Ico? I zostaję znów z niczym. Nie mam gdzie mieszkać, bo z czego jakiś bank miałby mi przyznać kredyt? Nie mam oszczędności, bo wydałam je na dzieci. Nie mam swojego biznesu, bo czas i pieniądze, które na to miałam, przeznaczyłam na swoje dzieci. Wszyscy wiemy, że nauka nie jest darmowa. Policzcie to wszystko co musicie wydać, żeby wasze dzeicko poszło do szkoły. Same te koszty są ogromne przez cały rok szkolny. Dojazdy, podręczniki, mundurki, przybory szkolne. To jest ogromny majątek w skali całego życia szkolnego dziecka. Nauka nie jest za darmo, a jest nałożony przez państwo obowiazek szkolny. Czy tylko ja widzę, że coś tu nie gra? Mało tego! Ostatnie ebooki dzieci do szkoły choć niby tańsze od papierowych są tak naprawdę o niebo droższe! Dlaczego? Bo ich termin użyteczności kończy się po roku. Nie możesz kupić raz i mieć dla następnego dzeicka. Więc ebooki są w efekcie droższe.
Zastanówmy się nad pojęciem daru czy zdolności otrzymanych przy urodzeniu powiedzmy. Pielęgniarka ma dar opiekowania się ludźmi. Nauczyciel ma dar nauczania, pedagogiczny. Policjant ma dar i zdolności ochraniania ludzi. Poseł ma zdolności polityczne, budowania lepszej przyszłości dla społeczeństw. Sprzątaczka ma dar i zmysł porządku. Terapeuta ma dar wspierania ludzi w rozwoju osobistym. Te wszystkie zawody są opłacane przez państwo. I jako społeczeństwa poważamy te zawody. Każdy z nas wykorzystuje swoje zdolności do zarabiania pieniędzy. Nasz świat jest zbudowany na pieniądzu. Bez niego nie ma życia. Dlaczego zawód w którym trzeba mieć wszystkie te dary i zdolności opłacane oddzielnie przez państwa, czyli zawód Matki nie jest opłacany w ogóle? Matka posiada przeważnie wszystkie te zdolności: opiekuńcze, nauczycielskie, terapeutyczne, organizacyjne, protekcyjne, sprzątania itd. I nie dostaje od państwa ani grosza!
Już jakiś czas temu państwo niemieckie obliczyło ile pieniędzy kosztuje człowiek, do którego państwo dopłaca  (żłobek, przedszkole, służba zdrowia, opieka psychiatrycznej itd..) i, w porównaniu z wypłaceniem matkom wynagrodzenia za opiekę nad dziećmi, wyszło im, że państwo zaoszczędza sporo pieniędzy inwestując w wychowanie domowe. Taki człowiek np. mniej choruje zarówno fizycznie, jak i psychicznie, mniej obciąża społeczeństwo alkoholizmem czy narkomanią.
Albo kobiety dostaną od państw godne, należne im wypłaty, albo cały ten świat pochłonie wielka fala depresji ludzkiej, nałogów, braku szacunku i miłości do życia!! Czy tego nie widać gołym okiem, że jako społeczności miliardów kobiet rodzimy te wszystkie dzieci do NICZEGO!
Urodziłam trójkę dzieci, a mogłabym więcej, gdyby warunki były bardziej ludzkie. Urodziłam je, ale zachodzę dziś w głowę po co? A jedyna odpowiedź: bo to po prostu kocham. Tak. Kocham rodzić i wychowywać dzieci, karmić piersią, podcierać im pupy, zajmować się domem i wszystkim, co jest związane z tym całym grajdołkiem. Ale z tego miejsca zakazałabym w sekundzie wszystkim kobietom rodzić i wychowywać dzieci. Załóżmy taki strajk! Cholera, wszyscy strajkują, a my nie możemy? Przestańmy rodzić dzieci! Te cudowne małe istoty, które potem stają się głowami państw, a matkę swoją i tak wyślą do domu opieki, bo przecież mają ważniejsze rzeczy na głowie niż podcieranie jej dupy. Bo przecież jest ogromna różnica w podcieraniu dupy niemowlęcej i starczej.
Podobno to my tworzymy ten świat.
Sprzątaczka dostaje wypłatę. Kura domowa sprząta średnio 3 godziny dziennie.
Kucharka dostaje wypłatę. Kura domowa gotuje średnio 3 godziny dziennie.
Przedszkolanka, nauczycielka i pani w żlobku dostaje wypłatę. Kura domowa robi to wszystko średnio 7 godzin na dobę.
Psycholodzy i terapeuci dostają wypłatę. Kura domowa zajmuje się tym średnio 3 godziny na dobę.
Pani prostytutka dostaje wynagrodzenie za swoją robotę. Kura domowa potrafi to też robić średnio godzinę dziennie.
Pani w pralni dostaje pensję. Kura domowa średnio zajmuje się praniem i prasowaniem godzinę dziennie.
Kura domowa wykonuje również prace podobne do pielęgniarki, dietetyka czy nauczyciela.

I mówimy tu średnio na dobę i przez 7 dni w tygodniu 30, 31 dni w miesiącu, 365 dni w roku.  18 godzin na dobę. Wstajemy wraz z dzieckiem, harujemy przez cały dzień i kładziemy się spać po położeniu spać wszystkich dzieci. I nic. Kompletnie żadnej zapłaty za to wszystko. Tylko zależność od partnera, od zasiłku. Totalne niewolnictwo od zarania dziejów. Dziwię się, że gatunek ludzki jeszcze istnieje. Że kobiety mają takie głębokie poczucie misji do spełnienia bez oczekiwania na zapłatę tyle tysięcy lat. Praca wolontaryjna na rzecz społeczeństwa. Mam już tego dość!

Jak to wszystko mogło umknąć ludzkiej uwadze? Czemu kobiety w ogóle głosują? Na kogo? Skoro NIKT tak naprawdę nie zajął się ich problemami?. Bo skoro najważniejszy zawód na świecie, dzięki któremu istnieje cały gatunek ludzki, nie jest opłacany w ogóle, to o czym my tu w ogóle mówimy?
Dlaczego jako społeczeństwo opłacamy wojsko, które w dziesiejszych czasach w zasadzie do niczego się nie nadaje. a kobiet rodzących i wychowujących dzieci nie opłacamy? Dlaczego nasza świadomosć jest na tyle upośledzona, że nie doceniamy pracy miliardów kobiet, dzieki którym istnieje gatunek ludzki?
Jako kobiety chcemy rządać tego, co nam się naturalnie należy! Należy nam się godna pensja za pracę usługową dla całego świata! Należy nam się godne wynagrodzenie! Nie najniższa krajowa, nie zasiłek, tylko normalne średnie państwowe wynagrodzenie. Żeby kobieta mogła z tego wykarmić dzieci, mieć zdolność kredytową, wyjechać spokojnie na urlop, postawić sobie i dzieciom dom itd. Żaden zasiłek! To ma być godne wynagrodzenie!
Chciałoby się wykrzyknąć za filozofem Montaigne:
„Patrzcie, ile ten kij ma końców!!!”. Ale ja bym jeszcze dodała:
„Patrzcie, leży kij, ma tyle końców i trzeba Go w końcu zobaczyć, a nie udawać, że jesteśmy wszyscy ślepi!!!”

Kobiety będą rodzić coraz mniej dzieci i nie będą głosować na nikogo, jeśli nie dostaną wynagrodzeń. Jestem o tym święcie przekonana. Nie dadzą rady same wychowywać dzieci i zarabiać na życie. Długo tak nie pociągną. Nie będą głosować, bo po co, skoro ich praca na rzecz ludzkości jest niedoceniona.
 Może nadszedł czas na zmianę świadomości społecznej w temacie Matek.
Oby stały wolne i silne i dumne jak ta na obrazie poniżej:



czwartek, 23 października 2014

obraz olejny "Drzewo Odradzania"


"THE TREE of REVIVAL"
100X100cm, 2013
oil on canvas

THE TREE of REVIVAL" is a story about a pregnant woman, which was alone during her pregnancy time and after with a baby. Her strainght to keep whole crown of the tree is huge. Orange color givs her a power to be reborn every single day with everything around a baby. The labour by caesarean section was actually very traumatic. And infection after that makes that woman more stronger then before. White color is given as innocence and sanctity and blessing. She has made great things. She won with herself. And that paintings is her strainght now for the rest of her life :)

The series "TREE" is dedicated for people who want to see themself as a tree of something.
 I painted already "The Tree of Wisdom", "The Tree of Freedom", "The Tree of Innocence". 
The next Tree can be yours :) Feel Free to contact me on rennn@wp.pl or by mobile 087 666 55 95. 
We can work with YOUR TREE :)

"Drzewo Odradzania"
100x100cm, 2013
olej na płótnie

"Drzewo Odradzania" jest opowieścią o kobiecie, która przez okres ciąży i połogu i później musiała przejść sama. Jest to opowieść o niezwykłej sile, którą reprezentuje tu ta malutka kobietka w ciąży, trzymająca całą koronę drzewa. Widać, że jej siła musi być ogromna. Pomarańczowy kolor daje jej siłę do codziennego odradzania się w czynnościach dotyczących opieki nad dzieckiem i opieki nad sobą również. Po cesarskim cięciu, które było dość traumatycznym przeżyciem i infekcji rany Kobieta okazała się jeszcze silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Biały kolor dodaje tu niewinności, świętości i błogosławieństwa.
 Kobieta ta dokonała wielkich rzeczy. Wygrała z samą sobą. 
I ten obraz jest teraz symbolem jej własnej siły na resztę  życia :)


wtorek, 1 października 2013

REBORN FACES :)



 “Reborn Face of a Cow” and “Reborn Face”
Oil paintings 100X100cm
2013
Series "Symbolic Portraits" is the biggest one from all my paintings. My selfportrait this time was very unexpected with the colors. Orange is always for me a color of rebirth. Blue is a color for freedom, meditation, distance and wings for creation. Green is a color of love, hope and freshness. With that painting is a portrait of a cow. I belive that the world of cows can be reborn as a world without abusness, saffering and debasement. 

 Seria "Portrety Symboliczne" jest chyba najliczniejsza w moim dorobku. Kolory, które widnieją na moim autoportrecie nie były zaplanowane z góry, w trakcie malowania zaskoczyły nawet mnie samą. Pomarańczowy jest niezmiennie dla mnie kolorem odradzania. Niebieski jest kolorem wolności, medytacji i skrzydeł potrzebnych każdemu twórcy. Zielony jest kolorem miłości, nadziei i świeżości. Mój autoportret jest ściśle połączony z portretem krowy, a w zasadzie byka. Chciałam przez to ukazać moją wiarę w to, iż świat krów może być odrodzony jako świat bez wykorzystania, cierpienia i upodlenia. Jako istoty jesteśmy równi wszyscy. A inteligencja raczej obarcza nas większą odpowiedzialnością, a nie daje nam prawo do wykorzystywania innych.


czwartek, 12 września 2013

obraz olejny "MIŁOŚĆ JEST WIECZNA JAK TRAWA"


Seria "Sny", tytuł:"Miłość Jest Wieczna jak Trawa"(cyt. Deziderata)
obraz olejny 90x90cm, sierpień 2013

Series "Dreams", title:"Love is an Eternal thing, like a Grass"(quote: Desiderata)
oil painting 90x90cm, August 2013

Obrazy z tej serii tworzone są dla konkretnej pary. Nie jest łatwo wyczuć specyfikę związku, ale też pasjonujące jest odkrywanie i doświadczanie jakości w trakcie malowania obrazów z tej serii. Głównie dlatego, że mamy do czynienia z dwoma osobami, a nie z jedną jak jest w przypadku innych obrazów. Przeważnie maluję dla jednego konkretnego klienta jeden obraz. A tutaj mamy dwa charaktery, dwie osobowości, dwa temperamenty, dwie różne historie życia. I z tych wszystkich jakości powstaje coś wspólnego, Związek. Nigdy do końca nie będzie wiadome dlaczego dwoje ludzi łączy się ze sobą by razem iść przez życie. Dlaczego ich serca wybierają tą właśnie osobę na świadka własnego życia i by zostać świadkiem  czyjegoś życia? Jesteśmy też różni w różnych momentach życia. TEN obraz opowiada o młodej parze, młodej wiekiem. To ludzie, którzy są dla siebie pierwszymi partnerami, ale bez cienia wątpliwości wiedzą, że bez siebie nie chcą i nie potrafią żyć. Przeważnie pary wybierają kolor, w którym będę malować obraz dla nich.  A w tym wypadku młodzi nie mieli żadnych wątpliwości, to miał być TYLKO zielony kolor. Dla mnie jest to kolor dojrzałej miłości. Młodej ale dojrzałej? Zdarza się jak widać. Ich drzewo duże, rozłożyste ale i powyginane świadczy, że nie zawsze mieli bezwietrzną pogodę. Ale właśnie te silne wiatry pozwoliły im się umocnić, Znają swoje słabe i silne strony. Pasuje mi tu bardzo tekst z Dezideraty: "miłość jest wieczna jak trawa", kiedyś tak bardzo sztandarowy dla pewnej grupy młodych ludzi o nazwie Dakota, gdzie poznały się osoby, o których ten obraz opowiada.

Obrazy te bardzo pasują na wszelkie uroczystości typu ślub czy rocznice :) czy nawet zaręczyny :) Para dostaje też opis obrazu i nawet wiersz często się układa podczas malowania. Na razie cena jest bardzo atrakcyjna. Zapraszam zainteresowane pary do kontaktu  na rennn@wp.pl

Series called "Dreams" is addressed to couples who wish to see a symbolic picture of their relationship. I need only yours profiles. The rest of work is a really fascinating process. All the details in the painting is a symbol of the specific couple. I belive that the painting works for the couple and also that it is a living creature. This is a visualization and the souvenir for both people. Paintings from that series fit for weddings, engagement, anniversaries or just as a gift :) Sometimes there is a poem belongs to the painting. For now the price is very attractive. Please contact me at rennn@wp.pl 

poniedziałek, 2 września 2013

obraz olejny "Kolorami Ziemi"

obraz olejny 90x90cm, 2013r.
seria "Sny", tytuł: "Kolorami Ziemi"

Kolorami Ziemi
Świetlistością Uczucia
Wzorami Podświadomości
Połączeniem Znanego z Nieznanym
Stabilnością Zmian
malowałam dla Was

By Colors of the Earth
By Brightness of the Affection
By Patterns of the Subconscious
By Stability of the Changes
the painting was made for the Both of You

Seria "Sny" skierowana jest do par, które chciałyby zobaczyć swój symboliczny obraz związku. Wystarczą mi tylko profile Was obojga i możemy pracować nad obrazem. To niezwykle pasjonujący proces. Wszystko w obrazie jest symbolem, a szczegóły czy specyfika danego związku wychodzi także w czasie samego malowania. Wierzę bowiem, że obraz jest tworem żywym. Pracuje dla tej konkretnej pary. Jest żywą wizualizacją i pamiątką jednocześnie. Obrazy z tej serii bardzo pasują na wszelkie uroczystości typu ślub czy rocznice :) czy nawet zaręczyny jak w tym wypadku :) Para dostaje też opis obrazu i nawet wiersz często się układa podczas malowania. Na razie cena jest bardzo atrakcyjna. Piszcie na rennn@wp.pl

Series called "Dreams" is addressed to couples who wish to see a symbolic picture of their relationship. I need only yours profiles. The rest of work is a really fascinating process. All the details in the painting is a symbol of the specific couple. I belive that the painting works for the couple and also that it is a living creature. This is a visualization and the souvenir for both people. Paintings from that series fit for weddings, engagement, anniversaries or just as a gift :) Sometimes there is a poem belongs to the painting. For now the price is very attractive. Please contact me at rennn@wp.pl 

czwartek, 29 sierpnia 2013

obraz olejny "Odrodzeni"


obraz olejny 90x90cm, 2013 r.
Seria: "Sny", tytuł: "Odrodzeni-Nocne Gadanie Podświadomości"

seria "sny" dedykowana jest dla par, które chcą w ten sposób zobaczyć swój związek, wyrazić jakieś emocje, uczucia, jakości dotyczące związku.

    ten obraz jest o ludziach, którzy przede wszystkim zostali odrodzeni dla związku. można powiedzieć, że ponownie, ale jednak bardzo inaczej niż w poprzednich związkach. to odrodzenie jest odrodzeniem ku naturalności, ku wolności w związku, ku "nic nie musieniu"-czyli braku wewnętrznych nacisków na cokolwiek. kolor pomarańczowy jak na razie niezmiennie jest dla mnie symbolem odradzania. 
    dwie tarcze księżycowe patrzące na wspólne drzewo. drzewo jest tą wspólną jakością, która powstaje na skutek uczuć dwojga ludzi do siebie nawzajem. drzewo jest tym Duchem związku. czymś jednocześnie i silnym, stabilnym i duchowym, delikatnym. wybrałam generalnie drzewo na symbol związku, bo urzeka mnie jego zakorzenienie-stabilność, balans, siła, energia i jednocześnie odnawialność-odradzanie po zimie, stan hibernacji okresowej. urzeka mnie naturalność drzew i ta jakość, która jest też niewiadomą, że gdy sadzisz młode drzewo, to nie możesz w 100% przewidzieć jak to drzewo będzie wyglądało w dojrzałym wieku i na starość. tak jak i z Duchem związku. nigdy do końca nie wiesz jak związek będzie wyglądał za pół roku, za 10 lat jak i za 20 lat. mimo szczerych chęci, odpowiedzialności, nadziei, dbania o związek może przetrwać do końca, a może (piorun strzelić w rabarbar- w drzewo) po prostu zginąć, wypalić się, zarówno z przyczyn wewnętrznych związku jak i z zewnętrznych. dlatego tak są zwrócone oczy partnerów--> na drzewo, czyli na Ducha związku. by mieć go nieustannie na uwadze. 
  w jakimś sensie związki są połączone na zasadzie wzorów podświadomości, co w tym obrazie reprezentują wzorki na ciemniejszej stronie obrazu, bo przeważnie są to ciemniejsze strony "nas". podświadomość symbolizują tu też księżyce o twarzach partnerów. nie są to świadome twarze słońc. przeważnie nie zakochujemy się w osobach, które są naszymi rzekomymi "ideałami". wysoka, ciemnowłosa i długonoga piękność okazuje się osobą, której nie obdarza uczuciem nasze serce. natomiast niska, długowłosa blondynka jest tą, przed którą miękną nam kolana, od której ciężko odjechać :) z którą noc staje się scenerią na długie rozmowy jak  i namiętny taniec ciał. tak samo ze strony partnerki. rzekomy ideał w osobie przystojnego weganina, okazuje się niskim blondynem w dodatku nawet nie wegetarianinem. prawie jak w filmie "Pokój, miłość i nieporozumienia" ---> piękna wegetarianka z pięknym rzeźnikiem...coś innego tych ludzi łączy w tym filmie, o dziwo etyka. a tych na moim obrazie to jeszcze nie wiem. okaże się wkrótce.                     miałam też dziwny mus wewnętrzny by na drzewie były jagody a nie liście. liście generalnie opadają same jesienią, a jagody trzymają się trochę dłużej. lub nawet jeśli ich nikt nie zerwie, to potrafią zamarznąć na drzewie lub wisieć uparcie na gałęziach przykryta śniegiem. może jest to jakaś znamienna jakość dla tego związku.

@@@@@@

podążam twoim śladem
zbieram zgubione fantomy twojej duszy,
te które nie chciały wymazać mnie
z twojej pamięci, 
te małe baniciątka,
miłe sprytne zbiegi okoliczności,
luki w zamysłach boga.
gdybyś kiedyś o nie pytał...
jadą ze mną                                  
                                                   18.08.2013

@@@@@@

piękna miękkość mgieł
opada na nasze
zbiegi okoliczności.

rozmywa wspomnienia powoli
łatwiej będzie żyć                       
                                       18.08.2013

@@@@@@

leniwym muśnięciem opuszka
grasz na zwykłym pianinie
symfonię dźwięków
a nie jedną nutę
                                    18.08.2013

@@@@@@

krajobraz znaczenie podkolorowany
uczuciem

oddech nieznacznie pogłębiony
obecnością

krew łagodnie pulsująca
życzliwością

życie bardziej cenne niż wcześniej
dzięki wartości dodanej
                                          22.08.2013

@@@@@@

pokazałeś mi 
mój własny
szczęśliwy śmiech

moją własną
szczęśliwą naturalność

w twojej
bezcennej
prawdziwej
obecności
                        22.08.2013

@@@@@@

melodią śmiechu
budzisz śpiące królewny
te które straciły wiarę
w królewiczów
na białych rumakach
i życie długie
i szczęśliwe

melodia twojego śmiechu
jest dziś hymnem narodowym
Zjednoczonego Królestwa
Mojej Tęskniącej Wyobraźni              
                                                     22.08.2013

@@@@@@

sznur czarnych tęsknot
wysycha w blasku księżyca, 
za dnia nabierają wody w usta
ale nocą ich jęki są szalone
                                                            23.08.2013

@@@@@@

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

obraz :" NIESKOŃCZENI"

nieskończonym skarbem dla mnie bądź
ja dla ciebie nieskończonym skarbem będę
nie skończmy być dla siebie
nie skończmy dbać
nie skończmy kochać
trwajmy ten jeden raz wiecznie

obraz olejny 120/70cm, 2013r.
seria" Blizny", tytuł: "Nieskończeni"

obraz związku przedstawiony za pomocą symbolu "nieskończoności" namalowany ręką właścicielki obrazu :)
seria blizny jest o bliznach i o bliznach w związkach a tu jest też o związkach bez blizn, bo tak właśnie w tym wypadku wyszło. jest to, wychodzi na to, bardzo dynamiczna seria obrazów ewoluujących :) i to w dość szybkim tempie bym rzekła. symbol związku dla Ewy z serca zamienił się w symbol "nieskończoności". serce jakoś jej nie bardzo pasowało. założeniem było by osoba, dla której malowany jest ten obraz swoją ręką narysowała symbol serca. a Ewa swoją ręką namalowała symbol nieskończoności. a że namalowała go mazakiem, to łatwo było pogrubić znak, by nie wyszła z tego kokardka. bo gdybym wypełniła pola związku jako pola wewnątrz nieskończoności, to by wyszła kokardka. a kokardki nie miałam malować. więc miłym zbiegiem okoliczności (takie właśnie uwielbiam!)  Ewa wysłała mi symbol nieskończoności narysowany grubszym mazakiem :) no i idąc dalej mamy dwa obszary oddziaływań: pomarańczowe pokolenia rodziny jednej połówki i bordowe pokolenia rodziny drugiej połówki :) tylko, że tu nie mamy połówek ani blizn. pola dla wspólnego obszaru układają się w symbol nieskończoności jednak narysowanegy tylko raz. tego symbolu tu nie możemy narysować ponownie. Ewa zaczęła rysować w jednym miejscu i skończyła w innym nie łącząc linii by można było rysować ten symbol ponownie i ponownie i tak w nieskończoność. czyli? czyli niby symbol nieskończoności, ale jednak tylko jeden. nie ma powtarzalności. czyli niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju? podoba mi się :) nie ma też pól wspólnych czyli nie ma blizn z dzieciństwa jak to malowałam do tej pory związki połączone na zasadzie podobnych blizn z dzieciństwa. ten nie jest połączony na zasadzie blizn z dzieciństwa. JEST jakimś związkiem po prostu :) bardzo mi się podoba :) niesamowity :) obszary tła są kolorami ziemi: beżami, brązami, nawet fiolecik ziemisty się wkradł :) czyli twardo stąpający po ziemi związek dwojga ludzi. pola uwypuklone jak kryształy ze światłocieniem symbolizują dobre i złe strony poszczególnych jakości w związku. czyli, że coś co jest wadą może innym razem być zaletą. to co pracuje na budowę związku, może też pracować na jego niekorzyść. choć wierzę, że w miłości wszystkie niedociągnięcia można przerobić na korzyści. zależy to od punktu widzenia, sprytu... tu wchodzi symbol różnych światłocieni, jakby źródło światła było w różnych miejscach... warto czasem zmienić punkt widzenia by rzeczy zobaczyć innymi, z innej strony :) pomarańcze-symbol odrodzenia, bordo-symbol głębszego uczucia...mieszają się pięknie w tym związku :)  odradzanie się głębszych uczuć, pięknie :)

jeśli podoba ci się malowanie o związku za pomocą symbolu serca lub innego, napisz do mnie. razem stworzymy niepowtarzalny obraz twojego związku :)

piątek, 13 lipca 2012

Blizna Serca

z serii: "Blizny"
Seria Blizny jest o bliznach na ciele, W tym temacie będę również malować o związkach, które dobierają się na zasadzie blizn po ranach doznanych w dzieciństwie. Namalowałam już wcześniej jedno serce o związku. Chyba o takim wymarzonym. Ten obraz jest drugi. O innym związku. A w ogóle serię "Blizny" rozpoczyna obraz "Blizna-Dolina rozkoszy barw". Więc ten obraz jest trzeci w serii.
Ciekawe jest to, że od początku do końca malowałam jednym pędzelkiem. Był to twardy pędzel do olejów nr12. Nawet nim mieszałam farby z olejem i terpentyną. Ani razu nie wytarłam pędzla. Wszystkie farby więc są ze sobą pomieszane. Ta którą kładłam jako ostatnią ma w sobie wszystkie farby. Niesamowite. Nie zdarzyło mi się to wcześniej. To czyni ten obraz szczególnym. Symbolicznie znaczyło by to, że "wszystko jest ze sobą związane, wszystko przenika się wzajemnie i nic na tym obrazie nie istnieje samo w sobie". Przekładając na temat, w którym się obracamy: wszystko w związkach wynika z czegoś, wszystko jest ze sobą związane i nic co się w związkach dzieje nie istnieje samo z siebie, ale ma swoją przyczynę i skutek. Jasne. W tym związku szczególnie.
Na tło wybrałam początkowo brąz, kolor Ziemi i szybko połączyłam go z odcieniami fioletu. Fiolet jest dla mnie kolorem, który z połączenia czerwonego i niebieskiego daje fiolet. Czyli sytuacje, w których potrzebna jest dynamika, działanie, odwaga, radykalne kroki i jednocześnie dystans, medytacja, rozwaga i spokój. Te dwie grupy jakości pomagają przejść przez sytuację trudną np. stratę związku, utratę nadziei tudzież pozbycie się złudzeń. Tło symbolizuje pożegnanie się z tym związkiem. Różne odcienie fioletu i brązu mówią: odważnie i spokojnie z powrotem mocno stań na wspierającej Cię Ziemi.
Serce jest związkiem. Składa się z dwóch połówek składających się z różnych pól i części wspólnej-czyli blizny. Dwa pola oddziaływań żółte z prawej i różowawe z lewej tworzą wspólne pole czyli serce. Te dwa pola to oddziaływania pokoleń obu osób tworzących ten związek.
Blizna serca to ta część białym reliefem określona. Choć można powiedzieć, że problem tkwi właśnie w bliznach to blizna sama w sobie nie jest niczemu winna dlatego biała. Kolorami wypełniającymi obszary serca    odzwierciedliłam jakości, które w tym związku były dla mnie widoczne.
Żółty-kolor twórczości, bardzo dużo twórczości w czasie tego związku, dużo pomysłów i szybka ich realizacja. Twórczość wręcz w każdej dziedzinie życia: fotografia, malowanie, albumy fotograficzne, ubiory, stylizacje, fryzury, paznokcie, a ukoronowaniem tworzenia stał się też potomek. Niespodziewanie.
Pomarańczowy-to kolor częstych odrodzeń, powstawania po burzach, niejasnych sytuacjach.
Róż jest kolorem bezinteresownej, szczerej, duchowej miłości i bliskości. W sumie nie jest go tam wiele. Może bardziej w formie usilnego życzenia  niż rzeczywistej jakości w tym związku. Jasny czerwony jest kolorem miłości seksualnej. Natomiast ciemny bordowy to kolor miłości z domieszką fioletu-duchowości.
Chciałabym każdy z powstałych pól, czyli figur geometrycznych uwypuklić i tym samym pokazać, że każda jakość w tym związku ma swoją jasną i ciemną stronę. Tak samo z jakościami tła. Ale obraz w takiej nieuwypuklonej wersji tak bardzo mi się podoba, że nie jestem pewna czy tak nie zostawię.

"pobrudziłam się trochę, ale wychodzę z tej wody czystsza niż jak do niej wchodziłam"




Painting from the “Scars” series.

Paintings from the „Scars” series tell us about scars on our bodies. They are also about relationships in which the lovers are together because of their scars that arised in their childhood. A series of these painting begins with “Scar – Valley of the pleasures of colours”.  This painting is the second story about scars. From the very beginning, I was painting with only one paintbrush.  It is very significant, because then every colours are combined, every tint has something in common with the preceding. This painting tells us about relationships in which everything has their own cause, own reason and nothing is happening by the accident. As a background I chose brown – the colour of Earth, and then I combined it with violet. Violet is, for me, the colour which arises from the combination of red and blue, so it tells us about the situations in which we need dynamic, brave, radical steps, but, in the same time – distance, mediation, calm.  Those two groups of qualities help us go through difficult situations such as parting, loss of hope. The background symbolizes farewell with this relationship. A lots of shades of violet and brown tell us: stand straight again with brave and calm on the Earth that supports you. The hearth is the relationship. It is composed of two halves, which are having scars in common. You can say that the whole problem is about scars, but scars aren’t guilty – that is why they are white. Heart is painted by a few colours – yellow (because the time that I Have spent in this relationship was very creative for me), orange (the colour of rebirth, waking up after the storms, unclear situations), pink (disinterested, honest, spiritual love and intimacy – it is not so much pink at this paint, rather in the form of strong wishes than real quality in this relationship), bright red (colour of sexuality, physical love) and dark maroon which is the colour of love with some violet (spirituality).

I wanted to accentuate every area of the heart, but now I see that they are what they are and I don’t need to show them in other way.

“I got a little dirty, but I getting out of the water cleaner than when I entered it.”

I can paint especially for you, about your relationship, scars on your body. The only thing you need to do is to be open and tell me about it. If you want the intimate paint, speak to me please.




czwartek, 6 października 2011

Women are different colours-blue

No to namalowałam. W chwili w sumie trudnej, bo Marcel miał drugi dzień kataru. Ale daliśmy radę.
Obraz opowiada o kobiecie wchodzącej właśnie w prawdziwe dorosłe życie. Właśnie się zaręczyła. Pół roku temu kupili z chłopakiem ziemię na obrzeżach Dublina i chcą tam robić farmę ekologiczną. O kobiecie, która robi świetne oczyszczanie czakr kamieniami.

A mój obraz o niej mówi kolorem niebieskim o jej skupieniu w czasie pracy z kamieniami. O jej medytacji życia. O tym jak idzie zgodnie ze swoim przeznaczeniem-naznaczeniem-tym jest ta błyskawica, aszrama (Ty się tak przejęzyczyłaś mówiąc o tej załamanej linii i myślę że to słowo bardzo pasuje do tej było nie było żyły). Pewnie dla innych ta żyła byłaby nieistotnym elementem, jeśli w ogóle uwidocznionym na obrazie, z reguły się tego nie robi. A dla mnie jest cudownym odkrywaniem człowieka w człowieku. Dlatego właśnie uwielbiam takie malowanie. Rzucam kształty człowieka, cienie, szukam czegoś i powstaje taka symboliczna wersja stanu psychicznego danej kobiety. Co ciekawsze: ta sama kobieta malowana w innym czasie byłaby w innych kolorach, i tło byłoby inne. Tło czyli dla mnie symbol uniwersalnego boga. Tu jest On jasny, zielony, żółty, biały. Myślę ze taki właśnie jest bóg Siobhan. Bio, Organiczny, taki Fresh, Młody, Twórczy, Jaśniejący, Czysty. Taka jest aura wokół Siobhan. Nie ta aura, którą widzą niektórzy, tylko taka aura psychiczna, którą ja widzę. "Pokaż mi swojego Boga, a powiem Ci kim jesteś". Uwielbiam tak malować. Taki portret sytuacji kobiety kroczącej przez Życie. Spokojnie i z odwagą, z wewnętrzną mądrością. Chciałabym takich obrazów namalować dużo.

-Ale przecież już namalowałaś dużo!
- Dużo???
-No cztery!
-50 to by było dużo, a co najmniej 30 :)

Na czerwonej części obrazu relief ułożył mi się w kształcie serca. Przypadkowo. Często robię taki ruch pędzlem, który przypomina lot pszczoły. Dziadek mój miał dużo pszczół i interesowały mnie swego czasu ich poczynania. Zapamiętałam wtedy jak poruszają się te owady, jak przekazują sobie nawzajem informacje o miejscu występowania pyłku itp. Ten ruch jest taki wydawać by się mogło chaotyczny, bliżej nieokreślony. Ale dzięki takiemu ruchowi można wczuć się w pewien proces, można złapać subtelną nić, połączyć się nią i z kim lub czym tylko chcesz.




tu widać to serce reliefem




                                                                   tu widać aszramę :)






sygnaturka :)









i obraz w całości
tytuł : "Kobieta nie jeden ma kolor-blue"
olej 100/100 mój ulubiony rozmiar :)




-



Mama



piątek, 16 września 2011

Czas bezimienny i imienny






Zainspirował mnie wiatr irlandzki, a właściwie wichura straszna, która trwała prawie trzy dni. Jakoś nie znoszę dobrze wiatrów. W Nowym Sączu miałam problemy z halnym a w Dublinie MAM problemy z jakimś bezimiennym... wiatrem. Nie śpiąc często można więcej nawymyślać niż w najbardziej nieproduktywnej pracy. Tutaj miałam taką nudną pracę, że podczas jej wykonywania mogłam wszerz i wzdłuż obmyślić moje życie szczegółowo... i nie tylko moje. CZAS...

NIM SIĘ OBEJRZAŁAM osiągnęłam 40-sty rok życia. Właściwie muszę przyznać, że nie przeżyłam tych lat wcale. Prawie wszystko co przeżyłam do tej pory wydaje mi się życiem kompletnie innej osoby. To nie mogłam być ja. W życiu bym sobie nie wymyśliła gorszego scenariusza na życie. Może dlatego lepiej, że wydaje mi się, że to nie ja je przeżyłam. Chyba bym świadomie tego nie uniosła. Szkoda że  jakieś zdarzenie w dzieciństwie jest w stanie zmienić całe przyszłe życie. Kim bym była teraz, gdyby nie to zdarzenie? Może malowałabym zawodowo, może to byłoby moje źródło utrzymania, lub chociaż byłabym już po 20-stej wystawie? Może miałabym jednego męża i trójkę dzieci z tego małżeństwa? Może mieszkałabym w pięknym domu lub chociaż w pięknym małym mieszkanku? Może nie musiałabym się tułać po świecie, żeby dać utrzymanie moim dzieciom? Ale chyba nie miałabym wtedy Marcela, naszego kochanego mulatka, bo skąd w poukładanym porządnym małżeństwie taki mulatek? Musiałby być adoptowany. Mulatek na szali z porządnym małżeństwem, mieszkaniem i malowaniem zawodowym? Strasznie trudny to byłby wybór,  gdyby ktoś mi kazał wybierać...nie umiałabym wybrać.  Zawsze czułam się nie na swoim  miejscu. W każdej wspólnocie, społeczności czułam się poza. Nigdy nie poszłam za swoimi marzeniami, pasjami...no może nie ‘nigdy’. Owszem marzenie pt. Dzieci w jakiś sposób zrealizowałam. Ale to tak tylko wyszło. W wieku 15 lat wypowiedziałam chyba  jakieś magiczne słowo stwierdzeniem, że chciałabym mieć trójkę dzieci w odstępie 9 lat. Prawie się spełniło bo między Mają a Marcelem jest 18 lat różnicy. Nie umiałam odróżnić drania od niedrania. Nie umiałam nie pakować się w kłopoty. Choć też ładnie umiałam się z nich wygrzebywać. Pewnie większość społeczeństwa nie jest w stanie sobie wyobrazić jak to jest nie przeżyć swojego życia? Dla mnie było niezrozumiałe jak  można żyć własnym życiem. Dopiero teraz wiem co to znaczy. I dopiero teraz wiem, jak wiele zostało mi odebrane.  Czas Jest jednak Nieubłagany. Nic nie wróci, niczego nie da się zrobić inaczej. Bezimienny pozostaje bezimiennym dopuki nadamy mu imię. Jakie imię wybieram dla mojego  życia po 40-stce? Te które jest już za mną śmiało można nazwać Popiep...nym.  Może dlatego nie lubię pieprzu za dużo w potrawach.  Czas. Którędy poszedł? A ten, którego zawsze mi brakowało? Ten dla mojej córki? Gdzie on się poniewierał? Siedział Schowany między moimi problemami z ojcem mojej córki. Czasem się wychylał jak na niego już mocno krzyczałam. Kleiłyśmy wtedy domek z kartonu dla jej lalek. I to chyba jedyne ‘’czasami’’ jakie pamiętam. Częściej pamiętam, że mówiłam jej:’’nie teraz, bo myślę’’. I byłam święcie przekonana, że ta czynność myślenia jest tak bardzo ważna. Jakbym miała odkryć przyczynę moich ciągłych klęsk na polu unikania awantur. Nie odkryłam jej nigdy. Do tej pory nie udaje mi się wytłumaczyć jej tacie prawie niczego bez awantury. I po co było tyle myśleć? Tak nie efektywnie...na szczęście przestałam 6 lat temu. Przynajmniej tyle się uchowało Czasu.

A  teraz gdzie jest ten Czas dla mojej córki? Teraz to akutarat wiem gdzie jest. Teraz to on jest w przyszłości, wydrukowany na bilecie do Polski. Będziemy wpatrywać  się z Marcelem jak Maja się uczy do matury.

Bardzo wzruszyły mnie Twoje posty mała, duża moja córuś. Nie śmiem nawet twierdzić, że talent słowotwórczy masz po mnie, bo ja jestem jedynie nieśmiałym Twym cieniem na tym polu. I cieszy mnie to jak nic. Że jestem cieniem. Wzrusza mnie to jak nic. Do tej pory często miewam łzy w oczach i załamuje mi się głos, gdy widzę jak ktoś robi coś dobrego komuś, lub jak sama taką chwilę odkrywam wokół siebie. Wiem że dużo dobrego dałam Ci ukochana. To ciągłe moje pisanie wierszydeł... Ty byłaś jedyną, która się tymi wierszami zainteresowała i pokochała je. Jesteś tym czym ja jestem i jeszcze czymś więcej. Dużo więcej.  Tak jak na obrazie „Słoneczniki-Pokolenia”. Dziś jak Marcelowi śpiewałam nową piosenkę właśnie tak łamał mi się głos ze wzruszenia... wzruszyło mnie, że śpiewam swojemu dziecku piosenkę. Taka całkowicie prosta rzecz, taka prosta czynność, taka banalna... a taka cudowna i niesamowita mi się wydała. Tyle radości mam w tym śpiewaniu a Marcel chyba to czuje, bo bardzo jest radosny, gdy się mu śpiewa.  Czemu taka zwykła, normalna dobroć jest dla mnie aż tak wzruszająca.  Czyżby Czas tu też mi spłatał  okrutnego figla?  Okrutnego, bezimiennego, brakującego figla, który nie zaistniał w moim życiu?

Czas mojego życia po 40-tce będzie miał na imię Król Czas po prostu. Bym pamiętała że płynie...


Mama






"Słoneczniki-Pokolenia"
olej, 100cm x100cm