wtorek, 27 października 2015

ZMIENIAMY LUDZKA SWIADOMOSC

Jak to możliwe, że w świecie, gdzie już tyle wojen się odbyło o wyzwolenie tylu uciśnionych poziomów życia, kobiety, dzięki którym ten świat istnieje, nie mają ani grosza płacone za ich wkład w tworzenie świata? Jak to możliwe, że najważniejsza praca na świecie nie jest wynagradzana w żaden sposób? Kobieta rodzi dzieci, potem przez 24 godziny na dobę przez parę lat tymi dziećmi się zajmuje, wychowuje je, wspomaga w rozwoju i oczywiście sprząta, pierze, gotuje, zawozi do szkoły, przywozi, pomaga w lekcjach, motywuje itd... Za te wszystkie prace, w sytuacji gdy jesteś u kogoś zatrudniona, dostajesz normalne solidne wynagrodzenie. Licząc same przepracowane godziny każda kobieta typu kura domowa musiałaby zarabiać grubo ponad 4 tysiące euro w Irlandii,czyli co najmniej dwa i pół etatu, w tym cholernie wysokie nadgodziny, niewykorzystane urlopy i dodatek za szkodliwość pracy, czyli hałas (dzieci okropnie krzyczą do 6., 7. roku życia), stres, przeciążenie nerwów, podwyższona koncentracja przez wiekszość czasu pracy (wprost proporcjonalna do niezwykłych zdolności dzieci do robienia sobie krzywdy i pomysłowości w wymyślaniu nowych zabaw). Zawód ten w dodatku jest z góry oceniany przez społeczeństwo jako gorszy, nieopłacalny, nieważny itd. Jeśli, załóżmy, jesteś żoną jakiegoś nieudacznika, który nie potrafi odpowiedniej ilości pieniędzy przynieść do domu i w dodatku Cię bije w miedzyczasie chodzenia do tzw. „prestiżowej” pracy i masz w końcu odwagę od niego odejść (oczywiście bierzesz ze sobą wszystkie dzieci, bo ten mężczyzna nawet dziećmi, a może przede wszystkim nimi, nie potrafi albo nie chce się zająć) to co się wtedy dzieje? Sama znajdujesz sobie pracę, dziecko idzie do organów opieki odpowiednich do jego wieku, czyli po kolei: żłobek, przedszkole, szkoła, za które to usługi musisz sporo zapłacić . W niektórych krajach zabiera to pieniądze z całego etatu – Tobie już nie zostaje nic.. Alimenty od męża, partnera, pomimotego, że uznane przez prawo, praktycznie nie istnieją. Żaden z takich osobników z własnej woli nie będzie płacił kobiecie, która urodziła i wychowała jego dzieci. Nie mówiąc już nawet o jakiejś opiece zdrowotnej, emeryturze, czy takie tam.
A gdy nam się udaje wrócić do pracy po intensywnej opiece nad dzieckiem, płacimy te podatki takie same wysokie jak reszta świata i co z tego mamy? Tak samo musimy przepracować ileś tam lat pracy, by szanowne państwo, do którego odprowadzamy podatki, łaskawie wypłaciło nam jakąś emeryturę. Ale kiedy wypracować te lata pracy? Skoro jeszcze trzeba się po każdym dziecku przekwalifikować, bo przecież wypadamy z rynku pracy na parę lat wychowując dziecko.
Dla kogo właściwie kobieta rodzi te wszystkie dzieci? Bo przecież nie dla siebie? Czy one zostają z nią pod koniec życia? Przecież muszą pracować, zarabiać na życie, kolejny samochód, większy dom itd. Bo kogo tak naprawdę mogła wychować ta nic nie warta kobieta, wykonująca nic nie wartą pracę, zmagająca się z tysiącem problemów przez całe jej usrane pieluchami życie? No przecież nikogo wartościowego!! Nikogo takiego, kto by miał empatię i szacunek do niej i do reszty świata!! Bo jakim sposobem? Skoro od społeczeństwa i od własnego męża możesz co najwyżej usłyszeć: „Przecież ty tylko siedzisz z dziećmi i nic nie robisz”…
Wychowywanie dzieci możemy nazwać służbą dla społeczeństwa. Gdyby kobiety nie rodziły i nie wychowywały dzieci, gatunek ludzki po prostu przestałby istnieć. To jest ważny obowiązek względem społeczeństwa. Od tego zależy wszystko. Przecież ciągle nadawane są spoty namawiające do tego, by rodzić dzieci. Gdyby usługa wychowywania dzieci była opłacana przez państwo tak samo godnie jak inne zawody sektora publicznego (pielęgniarki, policjanci, nauczyciele, posłowie, urzędnicy państwowi),  to kobiety miałyby po prostu adekwatne wynagrodzenie. Bycie matką nie jest mniej ważne, mniej wartościowe od innych zawodów użyteczności publicznej, a śmiem twierdzić, że dużo ważniejsze. Kobiety rodzą dzieci, które później jako dorośli pracują, płacą podatki i napędzają całą tę machinę obiegu pieniądza. Czyli obok podtrzymywania gatunku ludzkiego dostarczają nowych członków do płacenia podatków.
Mój były mąż ma w tym momencie dom i samochód. Ja urodziłam i wychowałam w tym czasie dwójkę dzieci. W międzyczasie, kiedy mogłam zająć się zarabianiem pieniędzy, zarabiałam nawet 5 razy więcej niż on. Ale co z tego? Ja wkładałam wszystko w rodzinę, dzieci, życie, a on siłą rzeczy, kontynuując swoją karierę (na którą nota bene ja też pracowałam), zbudował swoje królestwo. Pieniądze, które zarabia, są teraz conajmniej dwa razy większe od najwyższych moich wypłat, więc łatwo może wziąć kredyt czy zaoszczędzić. Ja w momencie odejścia od męża zostaję co najwyżej z alimentami na dzieci i bez żadnych świadczeń emerytalnych  – lata mojej pracy idą po prostu na marne. Mój drugi partner, z którym mam również dziecko, w tym momencie ma kupiony dom i oczywiscie samochód, ma gdzie mieszkać itd. A ja swoje oszczędnności wydałam na życie, na dzieci, bo przecież dla matki to jest priorytet, a nie budowanie biznesu itp. Ico? I zostaję znów z niczym. Nie mam gdzie mieszkać, bo z czego jakiś bank miałby mi przyznać kredyt? Nie mam oszczędności, bo wydałam je na dzieci. Nie mam swojego biznesu, bo czas i pieniądze, które na to miałam, przeznaczyłam na swoje dzieci. Wszyscy wiemy, że nauka nie jest darmowa. Policzcie to wszystko co musicie wydać, żeby wasze dzeicko poszło do szkoły. Same te koszty są ogromne przez cały rok szkolny. Dojazdy, podręczniki, mundurki, przybory szkolne. To jest ogromny majątek w skali całego życia szkolnego dziecka. Nauka nie jest za darmo, a jest nałożony przez państwo obowiazek szkolny. Czy tylko ja widzę, że coś tu nie gra? Mało tego! Ostatnie ebooki dzieci do szkoły choć niby tańsze od papierowych są tak naprawdę o niebo droższe! Dlaczego? Bo ich termin użyteczności kończy się po roku. Nie możesz kupić raz i mieć dla następnego dzeicka. Więc ebooki są w efekcie droższe.
Zastanówmy się nad pojęciem daru czy zdolności otrzymanych przy urodzeniu powiedzmy. Pielęgniarka ma dar opiekowania się ludźmi. Nauczyciel ma dar nauczania, pedagogiczny. Policjant ma dar i zdolności ochraniania ludzi. Poseł ma zdolności polityczne, budowania lepszej przyszłości dla społeczeństw. Sprzątaczka ma dar i zmysł porządku. Terapeuta ma dar wspierania ludzi w rozwoju osobistym. Te wszystkie zawody są opłacane przez państwo. I jako społeczeństwa poważamy te zawody. Każdy z nas wykorzystuje swoje zdolności do zarabiania pieniędzy. Nasz świat jest zbudowany na pieniądzu. Bez niego nie ma życia. Dlaczego zawód w którym trzeba mieć wszystkie te dary i zdolności opłacane oddzielnie przez państwa, czyli zawód Matki nie jest opłacany w ogóle? Matka posiada przeważnie wszystkie te zdolności: opiekuńcze, nauczycielskie, terapeutyczne, organizacyjne, protekcyjne, sprzątania itd. I nie dostaje od państwa ani grosza!
Już jakiś czas temu państwo niemieckie obliczyło ile pieniędzy kosztuje człowiek, do którego państwo dopłaca  (żłobek, przedszkole, służba zdrowia, opieka psychiatrycznej itd..) i, w porównaniu z wypłaceniem matkom wynagrodzenia za opiekę nad dziećmi, wyszło im, że państwo zaoszczędza sporo pieniędzy inwestując w wychowanie domowe. Taki człowiek np. mniej choruje zarówno fizycznie, jak i psychicznie, mniej obciąża społeczeństwo alkoholizmem czy narkomanią.
Albo kobiety dostaną od państw godne, należne im wypłaty, albo cały ten świat pochłonie wielka fala depresji ludzkiej, nałogów, braku szacunku i miłości do życia!! Czy tego nie widać gołym okiem, że jako społeczności miliardów kobiet rodzimy te wszystkie dzieci do NICZEGO!
Urodziłam trójkę dzieci, a mogłabym więcej, gdyby warunki były bardziej ludzkie. Urodziłam je, ale zachodzę dziś w głowę po co? A jedyna odpowiedź: bo to po prostu kocham. Tak. Kocham rodzić i wychowywać dzieci, karmić piersią, podcierać im pupy, zajmować się domem i wszystkim, co jest związane z tym całym grajdołkiem. Ale z tego miejsca zakazałabym w sekundzie wszystkim kobietom rodzić i wychowywać dzieci. Załóżmy taki strajk! Cholera, wszyscy strajkują, a my nie możemy? Przestańmy rodzić dzieci! Te cudowne małe istoty, które potem stają się głowami państw, a matkę swoją i tak wyślą do domu opieki, bo przecież mają ważniejsze rzeczy na głowie niż podcieranie jej dupy. Bo przecież jest ogromna różnica w podcieraniu dupy niemowlęcej i starczej.
Podobno to my tworzymy ten świat.
Sprzątaczka dostaje wypłatę. Kura domowa sprząta średnio 3 godziny dziennie.
Kucharka dostaje wypłatę. Kura domowa gotuje średnio 3 godziny dziennie.
Przedszkolanka, nauczycielka i pani w żlobku dostaje wypłatę. Kura domowa robi to wszystko średnio 7 godzin na dobę.
Psycholodzy i terapeuci dostają wypłatę. Kura domowa zajmuje się tym średnio 3 godziny na dobę.
Pani prostytutka dostaje wynagrodzenie za swoją robotę. Kura domowa potrafi to też robić średnio godzinę dziennie.
Pani w pralni dostaje pensję. Kura domowa średnio zajmuje się praniem i prasowaniem godzinę dziennie.
Kura domowa wykonuje również prace podobne do pielęgniarki, dietetyka czy nauczyciela.

I mówimy tu średnio na dobę i przez 7 dni w tygodniu 30, 31 dni w miesiącu, 365 dni w roku.  18 godzin na dobę. Wstajemy wraz z dzieckiem, harujemy przez cały dzień i kładziemy się spać po położeniu spać wszystkich dzieci. I nic. Kompletnie żadnej zapłaty za to wszystko. Tylko zależność od partnera, od zasiłku. Totalne niewolnictwo od zarania dziejów. Dziwię się, że gatunek ludzki jeszcze istnieje. Że kobiety mają takie głębokie poczucie misji do spełnienia bez oczekiwania na zapłatę tyle tysięcy lat. Praca wolontaryjna na rzecz społeczeństwa. Mam już tego dość!

Jak to wszystko mogło umknąć ludzkiej uwadze? Czemu kobiety w ogóle głosują? Na kogo? Skoro NIKT tak naprawdę nie zajął się ich problemami?. Bo skoro najważniejszy zawód na świecie, dzięki któremu istnieje cały gatunek ludzki, nie jest opłacany w ogóle, to o czym my tu w ogóle mówimy?
Dlaczego jako społeczeństwo opłacamy wojsko, które w dziesiejszych czasach w zasadzie do niczego się nie nadaje. a kobiet rodzących i wychowujących dzieci nie opłacamy? Dlaczego nasza świadomosć jest na tyle upośledzona, że nie doceniamy pracy miliardów kobiet, dzieki którym istnieje gatunek ludzki?
Jako kobiety chcemy rządać tego, co nam się naturalnie należy! Należy nam się godna pensja za pracę usługową dla całego świata! Należy nam się godne wynagrodzenie! Nie najniższa krajowa, nie zasiłek, tylko normalne średnie państwowe wynagrodzenie. Żeby kobieta mogła z tego wykarmić dzieci, mieć zdolność kredytową, wyjechać spokojnie na urlop, postawić sobie i dzieciom dom itd. Żaden zasiłek! To ma być godne wynagrodzenie!
Chciałoby się wykrzyknąć za filozofem Montaigne:
„Patrzcie, ile ten kij ma końców!!!”. Ale ja bym jeszcze dodała:
„Patrzcie, leży kij, ma tyle końców i trzeba Go w końcu zobaczyć, a nie udawać, że jesteśmy wszyscy ślepi!!!”

Kobiety będą rodzić coraz mniej dzieci i nie będą głosować na nikogo, jeśli nie dostaną wynagrodzeń. Jestem o tym święcie przekonana. Nie dadzą rady same wychowywać dzieci i zarabiać na życie. Długo tak nie pociągną. Nie będą głosować, bo po co, skoro ich praca na rzecz ludzkości jest niedoceniona.
 Może nadszedł czas na zmianę świadomości społecznej w temacie Matek.
Oby stały wolne i silne i dumne jak ta na obrazie poniżej:



niedziela, 26 października 2014

wegański placek po węgiersku


farsz do tego zrobiłam "leczowy"
placki ziemniaczane według tego mojego poprzedniego posta
a gulasz czy leczo też prościzna:

2 średnie cukinie lub kabaczki
3 czerwone papryki
1-2 cebule
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki jarzynki
sól, pieprz cayenne do smaku 
i przyprawy:
papryka słodka, 
kolendra
chili
pieprz czarny, 
gałka muszkatołowa
ziele angielskie.
2 łyżki mąki cieciorkowej

cebulkę podsmażamay, wrzucamy cukinię
dusimy chwilkę na małym ogniu.
na sam koniec dorzucamy paprykę czerwoną i czosnek zmiażdżony ,
 jarzynkę i przyprawy, sól
dusimy jakieś 5 minut jeszcze.
rozprowadzamy mąkę cieciorkową w wodzie
i dolewamy do naczynia, by "gulasz" nieco zgęstniał.
można do tego dodać gotowanej cieciorki ( my mieliśmy bez)

placki smażymy wielkości całej patelni
każdy placek układamy na talerzu 
nakładamy porcję gulaszu
połówką przykrywamy nadzienie
i gotowe

u nas do tego była surówka z buraczków i gruszek:
2 średnie buraki
1 gruszka
oliwa
sól 
sok z cytryny

buraki surowe zetrzeć na tarce o dużych oczkach
gruszkę kroimy w plastry z ćwiartek 
mieszamy wszystko i smacznego






czwartek, 23 października 2014

obraz olejny "Drzewo Odradzania"


"THE TREE of REVIVAL"
100X100cm, 2013
oil on canvas

THE TREE of REVIVAL" is a story about a pregnant woman, which was alone during her pregnancy time and after with a baby. Her strainght to keep whole crown of the tree is huge. Orange color givs her a power to be reborn every single day with everything around a baby. The labour by caesarean section was actually very traumatic. And infection after that makes that woman more stronger then before. White color is given as innocence and sanctity and blessing. She has made great things. She won with herself. And that paintings is her strainght now for the rest of her life :)

The series "TREE" is dedicated for people who want to see themself as a tree of something.
 I painted already "The Tree of Wisdom", "The Tree of Freedom", "The Tree of Innocence". 
The next Tree can be yours :) Feel Free to contact me on rennn@wp.pl or by mobile 087 666 55 95. 
We can work with YOUR TREE :)

"Drzewo Odradzania"
100x100cm, 2013
olej na płótnie

"Drzewo Odradzania" jest opowieścią o kobiecie, która przez okres ciąży i połogu i później musiała przejść sama. Jest to opowieść o niezwykłej sile, którą reprezentuje tu ta malutka kobietka w ciąży, trzymająca całą koronę drzewa. Widać, że jej siła musi być ogromna. Pomarańczowy kolor daje jej siłę do codziennego odradzania się w czynnościach dotyczących opieki nad dzieckiem i opieki nad sobą również. Po cesarskim cięciu, które było dość traumatycznym przeżyciem i infekcji rany Kobieta okazała się jeszcze silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Biały kolor dodaje tu niewinności, świętości i błogosławieństwa.
 Kobieta ta dokonała wielkich rzeczy. Wygrała z samą sobą. 
I ten obraz jest teraz symbolem jej własnej siły na resztę  życia :)


poniedziałek, 20 października 2014

fasolka szparagowa na kokosowo z czosnkiem


postanowłam zasmakować fasolki szparagowej w czosnku ale na oleju kokosowym
i było to świetne połączenie!!!
a poza tym odświeżyłam selerowe "frytki"
i jesienny obiad gotowy w parę minut dosłownie.
uwielbiam taką prostotę!!!

fasolkę szparagową przygotowuję na parze.
potem na kokosowym oleju podsmażam pociete w plasterki ząbki czosnku (5-7 sztuk)
solę ten czosnek od razu i wrzucam fasolkę.

frytki selerowe też się robi prosto.
kroimy selera korzeniowego w postać frytek.
wrzucamy to na rozgrzany olej, solimy do smaku i dusimy pod przykryciem
10-15 min, nie dłuzej, oby tylko się przyrumieniły.

kukurydza to też jedno ze zdrowych fast foodów.
gotowana na parze prze 5-10 min zachowuje i chrupkość i miękkość.

a na sam koniec krótki filmik o portalach niby społecznosciowych.

czwartek, 16 października 2014

potwór estrogenowy czyli pietruszka, chia i pomarańcze


można go robić na trzy sposoby

1.
3 pomarańcze
duży pęczek pietruszki
2 łyżki chia


2.
sok z 4 pomarańczy
duży pęczek pietruszki
2 łyżki chia 


3.
sok pomarańczowy z kartonu (oby nie taki z koncentratu)- 2 szklanki
duży pęczek pietruszki
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego (zmielonego tuż przed dodaniem)

wrzucić wszystko do blendera i wcisnąć guzik startu :)



śmiem twierdzić, że taki koktail reguluje gospodarkę wodną (pity 2-3 razy w tygodniu)
pomaga zachować młody wygląd skórze
i niezliczone inne korzyści zdrowotne daje :)
na zdrowie więc!!!




niedziela, 12 października 2014

czeskie buchty wegańskie czyli drożdżowe bułki na parze


zawsze myślałam, że bułki na parze to jakaś wyższa filozofia.
a co dopiero wegańskie buchticzki.
nazwę tą mam z podgranicznych terenów blisko Czech i Słowacji.
tam się tak nazywają.
nic prostszego.


składniki na ciasto buchticzkowe:

350g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (2 szklanki)
100g mąki z brązowego ryżu
łyzka oleju
 niecałe 2 szklanki mleka sojowego
3 łyżeczki zamiennika jajek (natural egg replacer)-
(mąka ziemniaczana z mąką z tapioki)
szczypta soli
2 łyżeczki drożdży suchych
(lub 3dkg drożdży świezych)

mąki mieszamy z drożdżami suchymi
i innymi składnikami
mleko podgrzewamy
wyrabiamy ciasto jak na drożdżowe bułki
(w przypadku drożdży świeżych trzeba zrobić tzw. zaczyn,
czyli rozmieszać drożdże w małej ilości mleka ciepłego i odstawić aż ruszą)

formujemy bułeczki i kładziemy je do urządzenia parującego na 10-15min



sos na słodko:

litr kompotu owocowego
8 łyżeczek mąki ziemniaczanej
cukier trzcinowy surowy do smaku jeśli kompot jest mało słodki
można dodać dżem
u mnie był sok z czarnego bzu i dżem z czarnej porzeczki.

odlać szklankę kompotu,
rozmieszać w niej mąkę
resztę kompotu zagotować wraz z dzemem.
dodać mączny płyn i mieszać do zgęstnienia.
sos gotowy.
można dodać śmietanki sojowej, orkiszowej czy ryżowej


z tej ilości mąki wyszło 17 buchticzków.
podejrzewam, że bez zamiennika jajek też buchty wyjdą takie same.
dam znać jak wypróbuję.
smacznego  
:)





sobota, 11 października 2014

smoothie jarmużowy



my pijemy smoothiesy przez cały rok
codziennie
Marcel przez 3 lata swojego zycia opuscił może parę razy
zimą dodajemy rozgrzewające przyprawy takie jak:

 imbir
cynamon
 goździki (zmielone)
kardamon
pieprz cayenne

gdy nam się zdarzy zachorować czasem 
dodaję pół korzenia świeżego imbiru
macę
cytrynę
kombuchę


ten smoothie zawierał w sobie:


2 banany
pół cytryny (bez skórki)
1 jabłko (w całości- z piestkami i skórką)
kombuchę (albo wodę)
2 łyżki chia (albo z siemieniem lnianym)
4 duże liście jarmużu (bez łodyg)
łyżeczka cynamonu
łyżeczka macy



i smacznego

ps. bez cynamonu i bez macy też nadaje się do spożycia ;)


czwartek, 9 października 2014

wegańskie ciastka migdałowe



200g mąki migdałowej (czyli migdałów bez skórki zmielonych w młynku)
7 łyżek śmietanki sojowej
5 łyżek cukru surowego trzcinowego zmielonego na puder
4 łyżki mąki z brązowego ryżu

mąkę migdałową mieszamy z cukrem
dodajemy śmietanki sojowej
i mąki ryżowej tyle by ciasto dawało się wałkować.
najprościej zrobić to między folią


wykrawać ciastkowe kształty
u nas to były krążki średnicy 6cm
i grubości 0,5cm
nie będą suche w środku tylko takie mordoklejkowe
na ozdobę orzech laskowy


piec w temp 150st.C (z termoobiegiem)
20-25 min
do lekkiego zarumienienia


z tej ilości mąki wyszło 15 ciastek
:)


środa, 8 października 2014

wegeburgery z serem wegańskim i sosem tzatziki


kotlety na burgery:

1szkl. suchych fasolek azuki
jeden burak (wielkości piłki tenisowej)
4 łyżki nasion słonecznika
sok z 1 cytryny
1 łyżka tahiny
2 ząbki czosnku
1 kubek płatków owsianych
4 łyżki oliwy z oliwek
1,5 łyżeczki soli
pieprz cayenne, tymianek, majeranek, cynamon

sos tzatziki:

250ml śmietanki sojowej lub innej
2 ząbki czosnku
sok z 1/2 cytryny
1/2 dużego ogórka
sól

dodatki:

awokado
papryka
pomidory
ogórek świeży
sałata
ser wegański z tego przepisu
musztarda lub pasta z suszonych pomidorów


no i zaczyna się jazda
burgery nie są wcale tak proste i szybkie do zrobienia jakby się mogło wydawać
mi ser wegański został z poprzedniego dnia ( z powodzeniem można bez sera)
pokrojenie tych wszystkich dodatków i tzatziki chyba najwięcej czasu zabiera.
no ale od początku

robimy kotlety:

fasolę namoczyć poprzedniego dnia i ugotować razem z burakiem
słonecznik z przyprawami i czosnkiem uprażyc lekko na patelni
do blendera wrzucić fasolkę z burakiem i słonecznik ( ja dodałam wodę, w której się gotowały)
i powstała taka masa:
a że miałam zamiar tym razem osiągnąć koltlety o konsystencji "soczystej"
to pół kubka płatków owsianych zalałam wrzątkiem
i odstawiłam pod przykryciem na 15min i takie dodałam do masy

a drugie pół kubka suchych płatków 
dodałam już do masy wraz z tahiną, solą i oliwą.
wymieszałam łyżką i formowałam kotlety, 
uzyskując pożądany kształt już na natłuszczonej blaszce.


piekłam w 200st.C przez 35min.
z tej ilości wychodzi 16 dość sporej wielkości kotletów.
więc będą na jutrzejszy obiad kotlety z fasolki azuki.



sos tzatziki to już prostota:
do śmietanki wkładamy czosnek zmiażdżony 
i ogórka tarkowanego na drobnych oczkach
sól, sok z cytryny 
i odstawiamy na godzinę przed podaniem




bułki przekrajamy i wkładamy do piekarnika na 15min
do temperatury 200st.C

smarujemy każdą bułkę pastą z pomidorów lub musztardą
sałata
na to kładziemy kotleta
kotleta smarujemy serem wegańskim
kładziemy tyle świeżych warzyw ile dusza zapragnie z dodatków
polewamy sosem tzatziki
usiłujemy zamknąć bułkę 
i podajemy na talerze ku rozkoszy biesiadników
najfajniejsze w burgerach jest to, 
że trzeba się strasznie napocić, 
żeby owego w ogóle ugryść.
pomysł z "soczystością" okazał się genialny.
sam kotlet jest elastyczny, soczysty, i kolor świetny.
zupełnie nie suchy- jak większość burgerów strączkowych.



kompozycja Karoliny wygląda tak:


wiadomość dla mojego męża:
Emil jadł chrupiące bułki z czekoladowym deserem sojowym
:)










wtorek, 7 października 2014

zapiekanka wegańska z cukini


nie ma chyba nic prostszego

"ser" wegański ze starego posta trochę zmodyfikowany:


pół szkl. orzechów nerkowca lub migdałów bez skórki
sól, pieprz
śmietanka roślinna (sojowa tu była-125ml) ale może być bez śmietanki
(jeśli bez śmietanki to oliwy więcej dodać trzeba i wody)
3 łyżki oliwy z oliwek lub innej
2 ząbki czosnku
3 łyżki drożdży suchych (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością-to są takie drożdże, których używamy do zup, na nich nie da się upiec ciasta, są już "zabite")

orzechy namoczyć w wodzie godzinę przed robieniem
lub zalać wrzątkiem 15 min przed robieniem,
taką ilością wody żeby je tylko zalać...
do naczynia wsypać orzechy z wodą
i resztę składników
i zblenderować na śmietanową konsystencję
(takiej gęstej śmietany)

połówki młodej cukini 
układamy w naczyniu do pieczenia (nasmarowanym olejem)
smarujemy cukinie pastą z suszonych na słońcu pomidorów
kładziemy dość obficie "ser"
na to plasterki oliwek
kropimy trochę oliwa z oliwek
i gotowe
wrzucamy do piekarnika na 35min do temp. 200st.C

jeśli zostaje trochę "sera", to na drugi dzień można go zużyć do burgerów wegańskich
można robić to bez pasty z pomidorów
czyli tylko z samym "serem" i oliwkami
wariacji na temat zapiekanki z cukini może być tysiące
pomidory, nawet ogórki w plasterkach, czy ugotowane buraki w plasterkach,
wszystko może uświetnić tą zapiekankę
"ser" nadaje głównego smaku

do sera też można dodać pasty z pomidorów (2 łyżeczki) do blenderowania
też świetnie pasuje i nadaje inny smak

czwartek, 20 marca 2014

wegańskie lody mango-banan na migdałowej śmietanie

lody na koniec zimy to dobry dopalacz endorfin :)
tym bardziej że zdrowych
wszystko możemy zrobić sami,
zero kupowania gotowych śmietan wegańskich w kartonikach.



składniki na śmietanę:
3/4 szkl. migdałów suchych ( namoczyć poprzedniej nocy-i wychodzi 1,5 szkl )
2 szkl mleka roślinnego
3 łyżki słodzika (syrop agawowy, daktylowy itp. surowy cukier trzcinowy)
szczypta soli
łyżka soku z cytryny
zblenderować wszystko razem i wycisnąć przez gazę.
(pulpę można użyć do raw słodyczy np. do kulek cytrynowych na tym blogu)

składniki na lody:
na 200ml powyższej śmietanki dodać 2 mango
lub 4 banany
dosłodzić 2-3 łyżkami słodzika
(ewentualnie 2 łyzki oleju kokosowego)
zblenderować na jednolitą masę
i wkładać do 50-100ml pojemniczków

wstawić do zamrażalki na 4 godziny
można wkładać patyczki do lodów przed zamrożeniem
proporcja owoców do śmietanki nie jest jakaś ogromnie ważna
szukajcie własnych smaków :)
do masy z mango można dodać jeszcze kiwi lub sok z cytryny (2 łyżki) będą wyraźniejsze w smaku

smacznego :)




wtorek, 3 grudnia 2013

wegańska zupa grzybowa z quinoa


nie miałam okazji robić zupy grzybowej jeszcze
a że dostałam prawdziwe grzyby z prawdziwego lasu...
to nie mogłam się oprzeć.
przy okazji serdecznie dziekuję darczyńcy :)
wyszła zupka niezwykle aromatyczna.
quinoa dodaje wartości odżywczych a nie zmienia smaku.

3 garście suszonych grzybów
2 marchewki
6-7 ziemniaków
kawałek selera korzeniowego
pietruszka
por i cebula
liść laurowy
1/2 szkl quinoa
1-2 łyżki oleju
sól i pieprz (cayenne)
3 łyżeczki mąki cieciorkowej i 150ml śmietanki roślinnej ( tu była migdałowa)

2 garści grzybów myjemy poprzedniego dnia i moczymy w wodzie
(jeśli tego nie zrobimy to w czasie krojenia warzyw 
i smażenia cebulki niech się moczą w wodzie i to wystarczy)
jedną garść grzybów mielimy w młynku do kawy ( dodamy później)
w jednym garnku z warzyw gotować wywar z liściem laurowym.
po kolei obierać i wrzucać do garnka marchew, pietruszkę, selera i ziemniaki.
w drugim garnku ( w którym będzie się gotowała zupa grzybowa) podsmażyć cebulkę i pora na oleju
gdy się zeszkli dodać namoczone  grzyby (bez wody, wodę można wlać do wywaru z warzyw.
podsmażyć chwilkę dodając szczyptę soli i pieprzu.
dodać do tego gotujący się wywar razem z warzywami.
dodać quinoa i suszone zmielone grzyby
i gotować wszystko razem 20-30min.
pod koniec gotowania dodać wymimeszaną śmietankę z mąką cieciorkową i odrobiną wody.
odstawić z ognia lub płyty grzewczej i poczekać do przejścia aromatów przynajmniej godzinkę.
no to smacznego :)
do zupy nie dodajemy oleju, bo grzybki podsmażyły się na oleju i śmietanka też jest tłuszczem.


poniedziałek, 4 listopada 2013

tort bananowo kokosowy - raw food

bardzo efektowny i bardzo prosty
no i przede wszystkim bardzo smaczny
tzw. zdrowa słodycz :)
czas wykonania to jakieś 30-40min
potem wstawiamy na 2 godziny do zamrażalnika

pomysł podpowiedziała mi moja kolażanka Timea :)
i wielkie dzięki jej za to :)
możecie sobie podpatrzeć na videoblogu oryginał:
mi nie starczyło masy wypełniającej więc dorobiłam nową z fig i morw
również wody kokosowej nie użyłam, zamieniłam ją mlekiem kokosowo-ryżowym
z braku świeżego  miąższu kokosa dodałam wiórki kokosowe,
co dało dodatkowy efekt :)
bo wyszedł w zasadzie tort bananowo-kokosowy

20 bananów

na spód:
15 daktyli suszonych
10 fig suszonych
1,5 łyżeczki mieszanki przypraw:
cynamonu, gałki muszkatołowej, gożdzików, imbitu i kardamonu

do masy:
10 daktyli do masy + 5 fig + garść suszonych morw(morwy można zastąpić rodzynkami)
1,5 szklanki mleka roślinnego
1,5 szklanki wiórek kokosowych
łyżka oleju kokosowego
karob do posypania i 1 łyżka karobu do masy
olej kokosowy do posmarowania formy

formę (23cm średnicy tortownicę) posmarować olejem kokosowym i posypać karobem
15 daktyli i 10 fig rozdrobnić w blenderze z przyprawami
(można dodać łyżeczkę oleju kokosowego)
i rozłożyć na dnie formy
 to jest nasza baza-spód

teraz robimy masę:
do blendera wrzucamy
10 daktyli, 5 fig i morwy lub rodzynki
1,5 szklanki mleka ( ja miałam kokosowo-ryzowe)
łyżka oleju kokosowego
1,5 szklanki wiórek kokosowych
łyżka karobu
wanilia opcjonalnie ( ja miałam bez wanilii)

banany kroimy w plastry dość grube i układamy na masie bazowej
przekładamy banany masą 
na wierzchu układamy banany posypujemy je wiórkami i dekorujemy np. jagodami goji
ja miałam 3 warstwy masy i 4 warstwy bananów
dla idealnego efektu wkładamy na 2 godziny do zamrażalki
i po wyciągnięciu od razu podajemy do jedzenia

rozgrzewające przyprawy powodują, że tort bananowy nie jest tak ochładzający jakby się mogło wydawać.
efekt jest naprawdę fenomenalny
zaproszeni goście byli wniebowzięci :)
mimo że Zima za pasem :)